• Wpisów: 284
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 20:05
  • Licznik odwiedzin: 37 821 / 1837 dni
 
kuczkaxd
 
Wracam do domu. Po drodze kupuje sobie czekoladę i coś do picia. Jakoś nie odczuwam tego, że zostałam sama. W końcu obiecał mi, że wróci.
W sklepie jest dużo ludzi. Nawet nie zauważam, jak wjeżdżam w jakiegoś mężczyznę wózkiem.
- Najmocniej pana przepraszam. – Zarumieniam się.
- Nie szkodzi. To tutaj normalne. – Odzywa się nieznajomy.
I jadę w swoją stronę. Czuję, że facet dziwnie się za mną ogląda. Nie dziwie się. Wyszłam na totalną idiotkę.
Teraz z pół pełnym wózkiem stoję przy kasie i czekam na swoją kolei. Kiedy nagle dostrzegam nieznajomego w równoległej kasie. Nieśmiało się do mnie uśmiecha, a ja znów czuję, jak moje policzki się rumienią. Ahh, ta moja słabość do przystojnych mężczyzn. Lukas też kiedyś taki był, odkąd wyszłam za niego, to tylko piwo, telewizor, koledzy i zabawy. Ale nie mam, co narzekać, przecież w końcu mnie kocha. Mnie.. Taką brzydką dziewoję, która nie ma nawet kasy, żeby kupić sobie zimowe ciuchy.. Muszę sobie znaleźć jakąś pracę. Właściwie to zastanawiam się, kiedy mój ukochany planuje wrócić z tej Szkocji. Bo jakby nie patrzeć zostałam bez kasy, bo zabrał wszystko. Dobrze chociaż, że miałam, za co jedzenie kupić. Jeśli dalej tak pójdzie to będę musiała sprzedać samochód, a co gorsza nasze mieszkanie, na którym i tak ciąży spory kredyt. Dlaczego ja tak marudzę….
Płacę za zakupy i starannie wkładam je do siatki, która i tak niezbyt długo wytrzyma.
- No i znowu się spotykamy. – Wpadam na tego samego mężczyznę.
- Co za zbieg okoliczności? – Uśmiecham się.
- Pomóc pani może? – Pyta.
- Poradzę sobie, dziękuję. – Odpowiadam, ruszając w stronę drzwi.
- Ale ja nalegam – Staje mi na drodze.
- Ależ pan uparty. – Oddaje mu siatkę.
Mężczyzna wygląda śmiesznie, ponieważ nie dość, że trzyma swoje dwie napakowane siatki, to na dodatek mój mały zakup.
- Wie pan.. Zastanawiam się, dlaczego facet sam robi zakupy. – Odzywam się.
- Hahaha, bo jak się samemu mieszka to jakoś trzeba żyć. – Wybucha śmiechem.
Muszę się ugryźć kiedyś w język, zanim coś powiem!
- A pani? Madame… - Patrzy na mnie.
O Chryste. Znowu się zarumieniam…
- Ja? Ja tylko przejazdem. – Wypluwam to z siebie.
Dlaczego on tak na mnie działa?
- Ah, przejazdem. A gdzie mam pani to zanieść? – Pyta, a ja sama nawet nie wiem gdzie zaparkowałam.
- Eee. Wie pan.. Chyba tam! – Wskazuje palcem na pierwszą lepszą uliczkę.
- Jest pani pewna? – Dziwnie na mnie patrzy.
- Właściwie to nie. – Uśmiecham się nieśmiało.
Patrzę teraz w jego piwne oczy i za Chiny nie mogę sobie przypomnieć gdzie zaparkowałam. Jest on dobrze zbudowany, co świadczy, iż chodzi na siłownie. A ja głupia się śmiałam, że niesie moje zakupy.
- Kobiety… - Śmieje się.
Po dobrych 15 minutach poszukiwania mojego samochodu, wreszcie odnajduje go na PARKINGU SKLEPOWYM… Co ze mnie za łajza…
- Tak pana przepraszam! – Wykrzykuje.
Po chwili naszą rozmowę przerywa Julka.
- Leno, wjedziesz do przychodni w centrum po moje wyniki? – Wita mnie.
- Dziewczyno, jestem daleko od centrum… - odrzekam.
- Błagam! Ja nie mogę, bo właśnie szukam sukienki na wesele. Niedługo mija termin i będę musiała zapłacić karę! – Tłumaczy.
- Dobrze. – Odkładam słuchawkę.
Patrzę na nieznajomego, kiedy miałam się już pakować do samochodu…
- Jedziesz do centrum? To świetnie. Bo ja tam mieszkam. Zabiorę Cię. – Proponuje.
No nieźle. Znam faceta zaledwie 30 minut, a już mnie do samochodu zaprasza.
- W sumie, czemu nie. – Uśmiecham się.
Przynajmniej będę miała, do kogo gębę otworzyć.
- Ale… Mój samochód. – Spoglądam na niego.
- Wrócimy po niego. Źle wyglądasz… - Odpowiada.
- A właściwie mówmy sobie na Ty. Jestem Szymon – Mówi.
- Lena.. – Odpowiadam z uśmiechem.
Dobra kolejny krok zaliczony. Już wiem jak mój nieznajomy się nazywa!
Jadę sobie teraz w luksusowym samochodzie. I na dodatek całkiem nowym! O Mój Boże! Po niecałych 25 minutach dojeżdżamy do przychodni.
- Lepiej pójdę z Tobą, Leno. – Patrzy na mnie.
- No co, aż tak źle ze mną? – Myślę.
Wchodzimy do środka. W sumie, nigdy tu nie byłam.
- Chyba sama powinnaś się przebadać. – Mruczy.
Kuźwa! Ale mnie ten chłop irytuje! Zaraz mu walne z torebki.
Dobra, dobra. Wiem, ma racje. Jeszcze nie zdążyłam dojść do recepcji, kiedy nagle wpada Julka.
- Zdążyłam! Ha! – Przytula mnie.
- O kobito! Zabije Cię wiesz! – Unoszę się.
- A ten pan to kto? – Mierzy Szymona wzrokiem.
- Kolega. Jula błagam. – Wiem, co chce zrobić.
- Oki. Oj koleś, ona ma męża wiesz?! – Podchodzi do niego.
Aż robi mi się słabo! I padam na podłogę w przychodni.
_________________________________________________________
Udało mi się dodać rozdział o normalnej porze! :D Mam nadzieję, że się spodoba. ;)

fe92a7b400018995.jpeg

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków