• Wpisów: 284
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 20:05
  • Licznik odwiedzin: 37 821 / 1837 dni
 
kuczkaxd
 
Nazajutrz. Siedzę w kuchni popijając kawę i wspominając tą piękną noc. Kiedy nagle.. Do domu wchodzi Julka. Nie jest w ogóle świadoma, że wraca do domu o godzinie 7 rano, kiedy normalni ludzie o tej porze jeszcze śpią. Hałasowała jak chomik, który buszuje zazwyczaj po nocach.
- Oo. Dzień dobry. – Wychodzę z kuchni.
- Hej Leno. – Rozpina płaszcz.
- A gdzie to się było? – Kontroluje ją jak jakaś nadopiekuńcza matka.
- Przestań….. – Zarumienia się.
- Karol….. – Kiwam głową.
- Tak. Byłam u niego... Znaczy u siebie. – Dodaje.
- Oszalałaś…. Tak łatwo mu wszystko wybaczysz? – Pytam.
- Leno… Ja za niego niedługo wychodzę. – Odpowiada.
Patrzę na nią z niedowierzaniem. Ta kobieta postradała zmysły! Koleś tak ją bestialsko rani, a ona od tak mu wszystko wybacza. Nie sądziłam, że jest tak łatwowierna.
- Ok. Rób, co chcesz. – Odwracam się i idę dokończyć śniadanie.
Po chwili przychodzi do kuchni.
- Przepraszam. Wiem, że to tak dziwnie wygląda… Po prostu go kocham. – Mówi.
- Jasne, nie tłumacz się. – Odpowiadam.
Bierze krzesło i siada obok mnie.
- Spójrz na mnie. Nie widzisz, że właśnie tego potrzebuje? – Łapie mnie za rękę.
- Dziewczyno! Potrzebujesz tyrana?! – Podnoszę głos.
Nie odpowiada. Siada naprzeciwko mnie i zaczyna smarować chleb masłem. Następnie bierze swój niebieski kubeczek z bałwankiem i nalewa do niego herbaty z czajniczka. Patrzę na nią. Ona mnie unika. Chyba uraziły ją moje słowa. Ale co ja mogłam zrobić? Powiedziałam jej przecież prawdę.
A wy? Znacie ten moment. Kiedy kogoś kochacie ponad ludzkie siły. Kiedy ten ktoś rani was tak mocno? A wy… Wy natomiast, zamiast zostawić taką osobę.. To nie robicie tego, bo wiecie, że nie możecie bez niej żyć, pomimo iż, ona ma gdzieś wasze uczucia. To jest straszne. Ale czy można nazwać to nieodwzajemnioną miłością? Przecież jednak jesteście ze sobą. A to, że miłość to zwykle cierpienie… Nie ma cierpienia, nie ma mowy o miłości. Ponieważ jakby było za dobrze, to też będzie źle. Bo wtedy wyjdzie na to, iż którejś z tych osób to się w końcu znudzi i znajdzie sobie kogoś innego. W życiu moi drodzy nie możemy stać w miejscu, gdyż cofamy się wtedy w tył. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale jeśli nie robicie nic, aby iść do przodu, to prawdopodobnie jesteście już daleko w tyle. Dlatego każdy krok jest ważny, nawet jeśli będzie to, tym gorszym pomysłem. Czasem łatwo jest nam kogoś zranić.  A w 90% przypadków nigdy ta osoba o tym nie zapomnij. To lepiej jest kogoś ranić, czy próbować czegoś nowego, niestety bez wiedzy o tym, czy to jest dobre posunięcie. Życie takie jest… W sumie. I tak źle, i tak niedobrze. Ale, nie możemy się poddawać, jeśli nawet kopie nas w dupę…
Po pół godzinie ciszy z pokoju wychodzi Lukas.
- Ale ranne ptaszki. – Stwierdza.
Ja tylko głośno wzdycham.
Podchodzi i całuje mnie w czoło. Julia uśmiecha się.
- Stało się coś? – Lukas patrzy na nas.
Robię ostatni łyk kawy i idę w stronę łazienki.
- Muszę się ogarnąć. – Odpowiadam.
- Blado wyglądasz. – Stwierdza Julia.
- Ciekawe, dlaczego… - mówię, dość sarkastycznie.
Zamykam się w łazience i podsłuchuję ich rozmowę… Tak, tak. Wiem, że to nieładnie…
- O co chodzi? – Pyta Lukas.
- Lena ma humorki. Zachowuje się jak baba w ciąży! Ona myśli, że będzie mnie pilnować… Kurde, ja mam chyba prawo wyjść za mąż. – Odpowiada Julia.
Ale jestem na nią wkurzona…
- Przejdzie jej. Kiedy ślub? – Wypytuje.
- Z tym jest mały problem.. – Mówi.
Coo…..
- Karol powiedział mi, że przekłada termin ślubu. Prawdopodobnie za pół roku, albo…. I dłużej. – Wzdycha.
- Cholera no nieźle. Ze mną też będzie problem. Bo ja mam być w tym czasie w Szwecji. – Tłumaczy.
Teraz to przegiął!
- CO?! – Wybiegam z łazienki.
W oczach mam łzy. Nie sądziłam, że pojedzie beze mnie i nawet nie raczy mnie o tym poinformować. Czuję się jakbym dostała porządnego liścia w twarz.
- Kochanie… - mówi z litością.
- Nie odzywaj się do mnie! – Krzyczę.
Nawet nie zdążyłam się ubrać… W piżamie, w klapkach… Zabrałam swoją kurtkę i wybiegłam z mieszkania. Do drodze zapinałam wszystkie guziczki, dość niezaradnie i w pośpiechu źle zapięłam większość. Kiedy wyszłam na dwór wszystko się z powrotem odpięło… Stałam przed klatką, wdychając mrożnie powietrze. W białych wełnianych klapeczkach. W krótkich czarnych spodenkach od piżamy i szarej podkoszulce. Na to narzucony szary szlafrok i niezbyt estetycznie założona jesienna kurtka.. Było mi wszystko jedno czy się przeziębię, bo i tak źle się czułam od paru dni. Siedzę teraz na pobliskiej ławce, nie poprawiając ani trochę mojego ubioru. Jest mi tak cholernie zimno… Dlaczego to mnie spotyka… Ludzie spoglądają na mnie jak na idiotkę.. A może faktycznie taka jestem? Nikomu nie potrzebna…
____________________________________________________
Chyba z lekka sknociłam ten rozdział... :) Z góry dziękuję za wyrozumiałość. ^^

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków