• Wpisów:304
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 20:05
  • Licznik odwiedzin:37 365 / 1749 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Kochani moi.
Jeśli jeszcze kogoś interesują moje opowiadania..
Z przykrością informuję, że przerywam swoje pisanie w trybie natychmiastowym (z przyczyn życiowych) i nie wiem, kiedy zacznę pisać na nowo.
Pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Budzę się w gabinecie lekarskim. Nie wiem, co się dzieje.
- Obudziła się – Słyszę głosy
- Napij się wody – Julka podaje mi szklankę z wodą
- Co się stało? – Pytam.
- Mówiłam Ci, abyś poszła do lekarza! – Podnosi głos.
- Przepraszam. – Odpowiadam.
- Dobra, dobra. Odpoczywaj, a ja pójdę zobaczyć czy są już twoje wyniki. – Odparła.
- Jakie wyniki? – Pytam.
- Leno…. – Kiwa głową.
Julia wychodzi z gabinetu, zza drzwi zagląda Szymon. Chyba wyszłam przed nim na straszną idiotkę. Będę musiała mu jakoś podziękować i przeprosić.
Wchodzi niespodziewanie do mnie. Siada na sąsiednim łóżku i nic nie mówi. Patrzy na mnie wielkimi oczyma. Nie znam go, więc nie mam pojęcia, co sobie może, o mnie w tej chwili myśleć. Po chwili do sali wchodzi Julka.
- Lena!! – Krzyczy podekscytowana.
- Chyba powinienem wyjść… - Stwierdza.
- Nie no. Może pan zostać, Lena nie będzie miała nic przeciwko. – Uśmiecha się.
Co ona kombinuje?
- Otóż… Moja kochana. Dobrze, że trafiłaś tutaj, ponieważ jesteś w ciąży! Rozumiesz?! Lukas będzie szczęśliwy! – Cieszy się.
COO?! Ale jak!! Jak to się stało… W tamtym momencie wszystko zwaliło mi się na głowę. To nie możliwe! Co ja teraz mam zrobić?
- Lukas nie może się o tym dowiedzieć! – Krzyczę.
- Leno, co Ty…..? – Julia patrzy na mnie z niedowierzaniem.
- Nie i koniec. On mnie zabije rozumiesz?! – Załamałam się.
- Co to za facet.. – Wtrąca się Szymon
Wstaje z łóżka i odkładam szklankę na bok. Oboje dziwnie na mnie patrzą. Nadal nie wierzę w to, że noszę dziecko Lukasa! Tyle problemów mamy i na dodatek dziecko… To nie może być prawda! Cały świat mi się rozsypał. On tam w Szkocji.. Ja tutaj… Znaczy my… No nie! Tak nie może być, muszę coś z tym zrobić.
Wybiegam z przychodni.
- Lena! – Biegnie za mną Szymon.
- Zdaję sobie sprawę, co o mnie teraz myślisz. Po prostu nie mogę mieć teraz tego dziecka. – Odpowiadam.
Nic nie odpowiada, tylko mnie przytula. To wszystko widzi Julia.
- Przepraszam. – Mówię.
- Doskonale Cię rozumiem. – Łapie mnie za głowę i mocno trzyma.
Julka zamyka drzwi i idzie w drugą stronę. Kurde wszystko się komplikuje. Teraz pewnie myśli, że zdradzam Lukasa. Jakoś udaje mi się uwolnić od objęć Szymona.
- Mogę mieć do Ciebie prośbę? – Proszę.
- Jasne.
- Zawieź mnie do domu i przywieź mój samochód. – Odpowiadam.
- Zostaniesz sama? – Pyta.
- Nie potrzebuje przyzwoitki. – Irytuje się.
- No dobrze. – Nie protestuje.
Zabiera mnie pod podany adres.
- Jak będziesz potrzebowała pomocy to dzwoń. – Podaje mi wizytówkę…. ?!
Kim on właściwie jest?
- Potrzebny mi jest tylko samochód. – Odpyskuje i wysiadam.
- Echem… - Wyciąga rękę przez szybę.
Zapomniałam dać mu dokumentów i kluczyków…
- Będę za godzinę. – Odpowiada.
Tak długo? No, ale nie pytam. Kiwam tylko głową i idę w stronę klatki. Muszę sobie wszystko jeszcze raz na spokojnie przemyśleć.
Siedzę teraz pod kocem w pokoju, kiedy po chwili do drzwi puka Szymon, zapewne już wrócił z moim samochodem. Bardzo był punktualny.
- Trzymaj. – Podaje mi moje rzeczy.
- Dzięki. – Zamykam mu prawie drzwi przed oczami.
- Mam coś jeszcze. – Powstrzymuje mnie.
Z kieszeni wyciąga butelkę piwa i czekoladę.
- Piwa napiję się sam, a czekolada są dla Ciebie na poprawę humoru. – Uśmiecha się.
Patrzę na niego z mega zdziwieniem.
- To co, teraz mogę wejść? Oczywiście samochód stoi w garażu. – Dodaje.
Ten człowiek z każdą chwilą zaczyna mnie coraz bardziej zaskakiwać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
Wracam do domu. Po drodze kupuje sobie czekoladę i coś do picia. Jakoś nie odczuwam tego, że zostałam sama. W końcu obiecał mi, że wróci.
W sklepie jest dużo ludzi. Nawet nie zauważam, jak wjeżdżam w jakiegoś mężczyznę wózkiem.
- Najmocniej pana przepraszam. – Zarumieniam się.
- Nie szkodzi. To tutaj normalne. – Odzywa się nieznajomy.
I jadę w swoją stronę. Czuję, że facet dziwnie się za mną ogląda. Nie dziwie się. Wyszłam na totalną idiotkę.
Teraz z pół pełnym wózkiem stoję przy kasie i czekam na swoją kolei. Kiedy nagle dostrzegam nieznajomego w równoległej kasie. Nieśmiało się do mnie uśmiecha, a ja znów czuję, jak moje policzki się rumienią. Ahh, ta moja słabość do przystojnych mężczyzn. Lukas też kiedyś taki był, odkąd wyszłam za niego, to tylko piwo, telewizor, koledzy i zabawy. Ale nie mam, co narzekać, przecież w końcu mnie kocha. Mnie.. Taką brzydką dziewoję, która nie ma nawet kasy, żeby kupić sobie zimowe ciuchy.. Muszę sobie znaleźć jakąś pracę. Właściwie to zastanawiam się, kiedy mój ukochany planuje wrócić z tej Szkocji. Bo jakby nie patrzeć zostałam bez kasy, bo zabrał wszystko. Dobrze chociaż, że miałam, za co jedzenie kupić. Jeśli dalej tak pójdzie to będę musiała sprzedać samochód, a co gorsza nasze mieszkanie, na którym i tak ciąży spory kredyt. Dlaczego ja tak marudzę….
Płacę za zakupy i starannie wkładam je do siatki, która i tak niezbyt długo wytrzyma.
- No i znowu się spotykamy. – Wpadam na tego samego mężczyznę.
- Co za zbieg okoliczności? – Uśmiecham się.
- Pomóc pani może? – Pyta.
- Poradzę sobie, dziękuję. – Odpowiadam, ruszając w stronę drzwi.
- Ale ja nalegam – Staje mi na drodze.
- Ależ pan uparty. – Oddaje mu siatkę.
Mężczyzna wygląda śmiesznie, ponieważ nie dość, że trzyma swoje dwie napakowane siatki, to na dodatek mój mały zakup.
- Wie pan.. Zastanawiam się, dlaczego facet sam robi zakupy. – Odzywam się.
- Hahaha, bo jak się samemu mieszka to jakoś trzeba żyć. – Wybucha śmiechem.
Muszę się ugryźć kiedyś w język, zanim coś powiem!
- A pani? Madame… - Patrzy na mnie.
O Chryste. Znowu się zarumieniam…
- Ja? Ja tylko przejazdem. – Wypluwam to z siebie.
Dlaczego on tak na mnie działa?
- Ah, przejazdem. A gdzie mam pani to zanieść? – Pyta, a ja sama nawet nie wiem gdzie zaparkowałam.
- Eee. Wie pan.. Chyba tam! – Wskazuje palcem na pierwszą lepszą uliczkę.
- Jest pani pewna? – Dziwnie na mnie patrzy.
- Właściwie to nie. – Uśmiecham się nieśmiało.
Patrzę teraz w jego piwne oczy i za Chiny nie mogę sobie przypomnieć gdzie zaparkowałam. Jest on dobrze zbudowany, co świadczy, iż chodzi na siłownie. A ja głupia się śmiałam, że niesie moje zakupy.
- Kobiety… - Śmieje się.
Po dobrych 15 minutach poszukiwania mojego samochodu, wreszcie odnajduje go na PARKINGU SKLEPOWYM… Co ze mnie za łajza…
- Tak pana przepraszam! – Wykrzykuje.
Po chwili naszą rozmowę przerywa Julka.
- Leno, wjedziesz do przychodni w centrum po moje wyniki? – Wita mnie.
- Dziewczyno, jestem daleko od centrum… - odrzekam.
- Błagam! Ja nie mogę, bo właśnie szukam sukienki na wesele. Niedługo mija termin i będę musiała zapłacić karę! – Tłumaczy.
- Dobrze. – Odkładam słuchawkę.
Patrzę na nieznajomego, kiedy miałam się już pakować do samochodu…
- Jedziesz do centrum? To świetnie. Bo ja tam mieszkam. Zabiorę Cię. – Proponuje.
No nieźle. Znam faceta zaledwie 30 minut, a już mnie do samochodu zaprasza.
- W sumie, czemu nie. – Uśmiecham się.
Przynajmniej będę miała, do kogo gębę otworzyć.
- Ale… Mój samochód. – Spoglądam na niego.
- Wrócimy po niego. Źle wyglądasz… - Odpowiada.
- A właściwie mówmy sobie na Ty. Jestem Szymon – Mówi.
- Lena.. – Odpowiadam z uśmiechem.
Dobra kolejny krok zaliczony. Już wiem jak mój nieznajomy się nazywa!
Jadę sobie teraz w luksusowym samochodzie. I na dodatek całkiem nowym! O Mój Boże! Po niecałych 25 minutach dojeżdżamy do przychodni.
- Lepiej pójdę z Tobą, Leno. – Patrzy na mnie.
- No co, aż tak źle ze mną? – Myślę.
Wchodzimy do środka. W sumie, nigdy tu nie byłam.
- Chyba sama powinnaś się przebadać. – Mruczy.
Kuźwa! Ale mnie ten chłop irytuje! Zaraz mu walne z torebki.
Dobra, dobra. Wiem, ma racje. Jeszcze nie zdążyłam dojść do recepcji, kiedy nagle wpada Julka.
- Zdążyłam! Ha! – Przytula mnie.
- O kobito! Zabije Cię wiesz! – Unoszę się.
- A ten pan to kto? – Mierzy Szymona wzrokiem.
- Kolega. Jula błagam. – Wiem, co chce zrobić.
- Oki. Oj koleś, ona ma męża wiesz?! – Podchodzi do niego.
Aż robi mi się słabo! I padam na podłogę w przychodni.
_________________________________________________________
Udało mi się dodać rozdział o normalnej porze! Mam nadzieję, że się spodoba.

  • awatar Smerfcia: Rozdział jak zwykle fantastyczny. Wydaję mi się, że Szymon nieźle namiesza w życiu Leny! :)
  • awatar DreamsDie: Coś mi się wydaje, że ten Szymon nieźle namiesza jej w głowie :D Czekam na więcej ;((!
  • awatar Life gives nothing, you must take it♥: Ooo robi się ciekawie... Lucas co dopiero wyjechał a tu się pojawia już jakiś Szymon ;p Rozdział oczywiście cudowny ♥ Czekam z niecierpliwością na next :) Pisz szybko! ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Do domu wracam po paru godzinach cała zmarznięta.
- I gdzie Ty byłaś?! – Podbiega do mnie Lukas.
Nie odzywam się do niego.
- Kochanie. – Klęka przede mną.
- Zrozumiałem swój błąd. Nie wyjadę, jeśli tego nie chcesz. – Dodaje, wtulając się w mój brzuch.
- Nie Lukas. Nie patrz na mnie. Bo ja w tej chwili nie jestem ważna. Też dużo rzeczy sobie przemyślałam. Nie mogę robić Ci wyrzutów, ponieważ Ty masz własną rodzinę. Jedz do nich. Nie zabraniam Ci…. – Odpowiadam, wyślizgując się z jego objęć.
- Jesteś na mnie zła. Widzę to. – Patrzy na mnie z litością.
Rozbieram się głośno wzdychając.
- Chciałbym Cię zabrać… - mówi.
Odwracam się z nadzieją.
- … ale wiesz, że nie mogę. – Dodaje.
- Ty nigdy nic nie możesz, jeśli chodzi o Twoje sprawy. – Odpowiadam z podniesionym głosem.
Udaję się w stronę kuchni.
- Pamiętaj, że Cię kocham. – Mówi, po czym zabiera swój płaszcz i wychodzi.
Jak to się mogło stać? W ciągu chwili cały czar miłości prysnął. Czy ja jestem ta zła? Czy to źle, że chcę w końcu poznać rodzinę mojego męża? Jestem tak beznadziejna, że on boi się mnie przedstawić? Kurczę, no już nie wiem, co robię źle.
- Ale masz humorki. Kobito zachowujesz się jakbyś menopauzę przechodziła! – Wita mnie Julka.
- Też Cię miło widzieć. – Odrzekam.
- Leno, możemy poważnie pogadać? – Pyta, wlewając wodę do kubka.
- Cały czas to robimy. – Odpyskuje.
Julka podchodzi obok mnie i dziwnie się mi przygląda.
- Źle wyglądasz. – Stwierdza.
- A jak mam wyglądać. Mój własny facet ma gdzieś moje uczucia. – Tłumaczę.
- Dogadajcie się jakoś. Nerwy Ci nie służą. – Wzdycha.
Siadam przy stole, załamując ręce.
- Leno, ja wracam do siebie. – Informuje mnie, po czym wchodzi do pokoju gościnnego.
No pięknie… Teraz każdy mnie zostawia. Julka pakuje swoje rzeczy, następnie przychodzi do kuchni, bierze ze stołu 2 kanapki i patrzy na mnie z żalem.
- Szkoda mi Ciebie. – Mówi, kładąc klucze na stole.
- Poradzę sobie. – Uśmiecham się do niej.
I poszła…. Kolejny raz czuję się osamotniona. Do końca dnia mi nic więcej nie pozostało, jak zjeść cos i obejrzeć jakiś film.
Budzę się rano. W domu jak zwykle panuje cisza. Nie wiem, dlaczego, ale odnoszę wrażenie, że coś się złego stało. Wychodzę z pokoju i doznaję szoku.
- To niemożliwe! – Krzyczę
Przeglądam szafę w przedpokoju. I niedowierzam! Zrobił to! Wyjechał…. Dlaczego… Nawet się nie pożegnał? Łapię za telefon i dzwonię do Julki.
- Jula odbierz ten cholerny telefon. – Błagam.
- Tak? – Odzywa się.
- Jak to się stało, że mnie zostawił bez pożegnania? – Pytam.
- Leno… Jesteśmy na lotnisku. Lukas ma samolot za godzinę. Nie chciał Cię martwić… - odpowiada.
No teraz to już oboje przegięli. Odkładam słuchawkę. Ubieram się w biegu w swoje letnie ciuchy i wybiegam, czym prędzej wsiadając za kierownicę. Z płaczem udaję się w stronę największego lotniska w mieście. Ale czy zdążę.. Przecież to na drugim końcu miasta.. A ja mam tylko godzinę. No nie licząc korków. Zresztą… Teraz mi wszystko jedno. Nawet nie patrzę ile mam na liczniku. Nie zwracam uwagi na nic. Interesuje mnie tylko mój maż, który i tak ma wszystko w dupie. Na lotnisko docieram po 40 minutach. O mój Boże. Co to była za jazda. Wbiegam na lotnisko. Kieruję się intuicją.
- Julka! – Dostrzegam ją.
Podbiegam do nich. Lukas patrzy na mnie, tak jakby chciał udusić i mnie i ją…
- Możecie nas zostawić? – Patrzę na Karola i Julę.
- Powinien zaraz wsiadać. – Odparł Karol.
- Trudno! – Podnoszę głos
Julka odciąga Karola.
- Dlaczego.. Powiedz mi, dlaczego. – Zwracam się do Lukasa.
- Nie chciałem żeby to tak wyglądało.. – Odpowiada.
- Zachowałeś się jak świnia. – Mówię lekko szlochając.
Przytula mnie. Całuje w czoło i nic nie mówi.
- No przecież wrócę, obiecuję. – Uśmiecha się.
- Wiem, wiem. – Odpowiadam, już uspokojona.
- Musisz wsiadać. – Przerywa nam Karol.
Mam go ochotę rozszarpać!
- To leć. – Puszczam go.
- Pamiętaj, że Cię kocham. – Podnosi walizkę.
- Jasne. – Płaczę.
Podchodzi i mnie całuje na koniec. Dlaczego mam wrażenie, że to nasze ostatnie spotkanie?
_________________________________________________________
Powracam po miesiącu. Kurde no nie ma w ogóle czasu, a w wolne brak weny.. Obiecuję, że jak będzie więcej wolnego to postaram się nadrobić zaległości! Pozdrawiam ;*



Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Nazajutrz. Siedzę w kuchni popijając kawę i wspominając tą piękną noc. Kiedy nagle.. Do domu wchodzi Julka. Nie jest w ogóle świadoma, że wraca do domu o godzinie 7 rano, kiedy normalni ludzie o tej porze jeszcze śpią. Hałasowała jak chomik, który buszuje zazwyczaj po nocach.
- Oo. Dzień dobry. – Wychodzę z kuchni.
- Hej Leno. – Rozpina płaszcz.
- A gdzie to się było? – Kontroluje ją jak jakaś nadopiekuńcza matka.
- Przestań….. – Zarumienia się.
- Karol….. – Kiwam głową.
- Tak. Byłam u niego... Znaczy u siebie. – Dodaje.
- Oszalałaś…. Tak łatwo mu wszystko wybaczysz? – Pytam.
- Leno… Ja za niego niedługo wychodzę. – Odpowiada.
Patrzę na nią z niedowierzaniem. Ta kobieta postradała zmysły! Koleś tak ją bestialsko rani, a ona od tak mu wszystko wybacza. Nie sądziłam, że jest tak łatwowierna.
- Ok. Rób, co chcesz. – Odwracam się i idę dokończyć śniadanie.
Po chwili przychodzi do kuchni.
- Przepraszam. Wiem, że to tak dziwnie wygląda… Po prostu go kocham. – Mówi.
- Jasne, nie tłumacz się. – Odpowiadam.
Bierze krzesło i siada obok mnie.
- Spójrz na mnie. Nie widzisz, że właśnie tego potrzebuje? – Łapie mnie za rękę.
- Dziewczyno! Potrzebujesz tyrana?! – Podnoszę głos.
Nie odpowiada. Siada naprzeciwko mnie i zaczyna smarować chleb masłem. Następnie bierze swój niebieski kubeczek z bałwankiem i nalewa do niego herbaty z czajniczka. Patrzę na nią. Ona mnie unika. Chyba uraziły ją moje słowa. Ale co ja mogłam zrobić? Powiedziałam jej przecież prawdę.
A wy? Znacie ten moment. Kiedy kogoś kochacie ponad ludzkie siły. Kiedy ten ktoś rani was tak mocno? A wy… Wy natomiast, zamiast zostawić taką osobę.. To nie robicie tego, bo wiecie, że nie możecie bez niej żyć, pomimo iż, ona ma gdzieś wasze uczucia. To jest straszne. Ale czy można nazwać to nieodwzajemnioną miłością? Przecież jednak jesteście ze sobą. A to, że miłość to zwykle cierpienie… Nie ma cierpienia, nie ma mowy o miłości. Ponieważ jakby było za dobrze, to też będzie źle. Bo wtedy wyjdzie na to, iż którejś z tych osób to się w końcu znudzi i znajdzie sobie kogoś innego. W życiu moi drodzy nie możemy stać w miejscu, gdyż cofamy się wtedy w tył. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale jeśli nie robicie nic, aby iść do przodu, to prawdopodobnie jesteście już daleko w tyle. Dlatego każdy krok jest ważny, nawet jeśli będzie to, tym gorszym pomysłem. Czasem łatwo jest nam kogoś zranić. A w 90% przypadków nigdy ta osoba o tym nie zapomnij. To lepiej jest kogoś ranić, czy próbować czegoś nowego, niestety bez wiedzy o tym, czy to jest dobre posunięcie. Życie takie jest… W sumie. I tak źle, i tak niedobrze. Ale, nie możemy się poddawać, jeśli nawet kopie nas w dupę…
Po pół godzinie ciszy z pokoju wychodzi Lukas.
- Ale ranne ptaszki. – Stwierdza.
Ja tylko głośno wzdycham.
Podchodzi i całuje mnie w czoło. Julia uśmiecha się.
- Stało się coś? – Lukas patrzy na nas.
Robię ostatni łyk kawy i idę w stronę łazienki.
- Muszę się ogarnąć. – Odpowiadam.
- Blado wyglądasz. – Stwierdza Julia.
- Ciekawe, dlaczego… - mówię, dość sarkastycznie.
Zamykam się w łazience i podsłuchuję ich rozmowę… Tak, tak. Wiem, że to nieładnie…
- O co chodzi? – Pyta Lukas.
- Lena ma humorki. Zachowuje się jak baba w ciąży! Ona myśli, że będzie mnie pilnować… Kurde, ja mam chyba prawo wyjść za mąż. – Odpowiada Julia.
Ale jestem na nią wkurzona…
- Przejdzie jej. Kiedy ślub? – Wypytuje.
- Z tym jest mały problem.. – Mówi.
Coo…..
- Karol powiedział mi, że przekłada termin ślubu. Prawdopodobnie za pół roku, albo…. I dłużej. – Wzdycha.
- Cholera no nieźle. Ze mną też będzie problem. Bo ja mam być w tym czasie w Szwecji. – Tłumaczy.
Teraz to przegiął!
- CO?! – Wybiegam z łazienki.
W oczach mam łzy. Nie sądziłam, że pojedzie beze mnie i nawet nie raczy mnie o tym poinformować. Czuję się jakbym dostała porządnego liścia w twarz.
- Kochanie… - mówi z litością.
- Nie odzywaj się do mnie! – Krzyczę.
Nawet nie zdążyłam się ubrać… W piżamie, w klapkach… Zabrałam swoją kurtkę i wybiegłam z mieszkania. Do drodze zapinałam wszystkie guziczki, dość niezaradnie i w pośpiechu źle zapięłam większość. Kiedy wyszłam na dwór wszystko się z powrotem odpięło… Stałam przed klatką, wdychając mrożnie powietrze. W białych wełnianych klapeczkach. W krótkich czarnych spodenkach od piżamy i szarej podkoszulce. Na to narzucony szary szlafrok i niezbyt estetycznie założona jesienna kurtka.. Było mi wszystko jedno czy się przeziębię, bo i tak źle się czułam od paru dni. Siedzę teraz na pobliskiej ławce, nie poprawiając ani trochę mojego ubioru. Jest mi tak cholernie zimno… Dlaczego to mnie spotyka… Ludzie spoglądają na mnie jak na idiotkę.. A może faktycznie taka jestem? Nikomu nie potrzebna…
____________________________________________________
Chyba z lekka sknociłam ten rozdział... Z góry dziękuję za wyrozumiałość. ^^
 

 
Przy śniadaniu było zbyt wesoło. Julia z Lukasem uśmiechnięci od ucha do ucha. O co chodzi?
Siedzę, popijając Cappuccino, gdy nagle do drzwi rozlega się pukanie.
- Oo! Otworzę. - Zrywa się Lukas.
Przez ten czas mam nadzieję, że Julia powie mi o co biega.
- Julio, chcesz mi coś powiedzieć? - Zwracam się do przyjaciółki.
- Możliwe. - Uśmiecha się.
- Słucham....
- Dzisiaj spotykam się z Karolem! - Odkrzykuje.
Co?! Czy ona oszalała?! Patrzę się na nią lodowatym spojrzeniem. W jej oczach widać taką radość, a tak mi jej żal.. Karol to zwykły dupek! Czy ona nie widzi, że ten kretyn kolejny raz ją zrani? A co jeśli sprawa ze zdradą była jednak prawdziwa? Normalnie nie wiem co mam o tym myśleć.
- Jak to? - Pytam.
- No. Lukas z nim wieczorem gadał. - Odpowiada.
Lukas! Wszystko jasne. Biorę głęboki oddech i rozmyślam, jak mój mąż może być tak głupi.
Po paru chwilach powraca do kuchni trzymając w rękach kopertę.
- Lukas! - Wstaję z krzesła i podchodzę do niego.
- Co jest? A zresztą, nie ważne. Zobacz, co mam! To list ze Szkocji! - Prawie skacze z radości.
- No i co? - Mierze go wzrokiem.
- Dziewczyno! Moja rodzina się odezwała! Muszę to przeczytać. - Wyjmuje kartkę.
- I co tam piszą? - Pyta Julia, przeglądając gazetę.
Po chwili ciszy, Lukas wybucha niespodziewaną radością. Łapie się nerwowo za głowę, prawie, że wymachując rękoma. I omal nie zaczyna biegać po mieszkaniu, tak jak mały chłopiec, który dopiero, co dostał nowa zabawkę.
- Jadę do Glasgow! - Krzyczy.
- Oo grubo. - Julia spogląda na niego.
Mój mąż tak się cieszył z tego powodu, że nawet nie zauważył mojego niezadowolenia.
- Echem. - Wzdycham.
- Tak kochanie? - W końcu mnie dostrzega.
- Jak to jedziesz? - Pytam.
- No... Do Szkocji, do rodziny... Jadę... - Jąka się.
- Jadę?! - Unoszę się.
- O co chodzi? - Nie rozumie.
- Zostawiasz mnie tutaj? - Bulwersuję się.
- Co w tym złego?
Chcę mi się płakać! Prawdopodobnie przechodzę kryzys w swoim małżeństwie, a on.. Wylatuje mi nagle z wiadomością, że wyjeżdża do rodziny.. Sam, właśnie sam! A ja? Czy ja już w ogóle nic nie mam do powiedzenia? To jest totalna katastrofa!
Siadam na krześle, jest mi tak niesamowicie słabo z tego powodu. Ile mnie energii kosztuje ten związek. Lukas stoi zamurowany w progu drzwi. Julka zdezorientowana podchodzi do mnie i przykuca łapiąc mnie na pociesznie za rękę. Patrzy na Lukasa i kiwa groźnie głową. Chłopakowi robi się głupio, więc zamyka się w pokoju i z tego, co widać, nie ma nawet zamiaru otworzyć przede mną drzwi.
Czuje się tragicznie, fizycznie i psychicznie. Postanowiłam, więc przejść się na spacer. Zakładam swoją czarna, cienką kurtkę, bo nie miałam nawet pieniędzy na zimówke. Dziwnie wyglądam zakładając ciemne skórzane kozaki i jesienna kurtkę.. Do tego mała torebeczka. Julka widząc mój zły stan poszła razem ze mną.
- Nie przejmuj się. - Powiedziała, łapiąc mnie pod rękę.
- A jeśli to oznacza koniec? Julia, ja mam złe przeczucia. - Załamałam się.
- Dlaczego?
- No po prostu czuję, że jak on wyjedzie to będzie koniec, rozumiesz? - Spoglądam niepewnie na nią.
Julia nie odzywa się już więcej do mnie. Kiwa tylko glowa i widać było, że rozmyśla. Idziemy do małego parku, obok mojego osiedla. Odgarniamy puch śniegu i siadamy na ławce, która jest bardzo zimna. No, w sumie panuje sroga zima. Z torebki wyciągam swoje szare, wełniane rękawiczki i duża białą czapeczkę z pomponem. Chyba bierze mnie grypa. Julka daje mi swój gruby szalik, widzi że coś jest nie tak. Siedzimy i sie nie odzywamy, czasem taka cisza pomaga bardziej niż szczera rozmowa.
- Poczekasz na mnie chwilkę? Musze coś załatwić - Patrzy na mnie i idzie wykonać telefon.
Pewnie dzwoni do Karola... Jak ona tak umie? On ją rani, a ona nadal go kocha... O dziwo, wraca po jakiś 5 minutach.
- To, co może jakieś zakupy? - Proponuje.
- Kasy nie mam. - Odpowiadam.
- Jakiś ładny ciuch Ci na wieczór kupię! - Mówi.
Co ona kombinuje?
Idziemy teraz w stronę wielkiej galerii handlowej. Po drodze mijamy ozdoby świąteczne. Dobijają mnie! Jak tak można? Wielkie, ciepło rodzinne... Komu to potrzebne?
Wchodzimy do pewnego, szalenie drogiego sklepu.
- Julka to szaleństwo! - Cofam się.
- Spokojnie! - Zaciąga mnie do środka.
Kupiliśmy zarąbiście sexowną czerwona bieliznę.. Po co? Nie wiem. Julka mi wszystko wciska, a nawet tego nie założę.
- Tyle wystarczy. - Oznajmia.
Robi ze mną, co chce. Do domu wracamy po 2 godzinach.
- Ja będę jutro! Papa! - Przeprowadza mnie przez próg i wychodzi z mieszkania.
O co chodzi? Jestem bardzo zdziwiona. Rozbieram się z tych grubych ubrań i wchodzę do pokoju. Ku mojemu zaskoczeniu na podłodze leżą rozsypane, czerwone płatki róż. Na stole stoi wytrawne wino, dwie zapalone świeczki i trochę mojego ulubionego jedzenia. Czuję rękę Lukasa na swoim biodrze i jego oddech na swojej szyi.
- Masz może ochotę na kolację? - Pyta, całując mnie kusząco w bark.
- Lukas.... - Odwracam się.
- Kochanie, tak Cię przepraszam za dzisiaj. - Łapie mnie za policzki.
- Już mi przeszło. - Uśmiecham się, nieśmiało.
- To, co może zjedzmy tę kolację? - Zaciągam go do stołu.
- Jestem głodny jak wilk. - Całuje mnie delikatnie w usta.
Jak się domyślacie. Na kolacji się nie skończyło. Po zjedzeniu sałatki i wypiciu lampki wina, Lukas zbliża się do mnie i dość namiętnie mnie całuje, tak, że ląduję całym ciałem na kanapie. Następnie odpina mi spódniczkę, zrzucając ją potem na podłogę. Po chwili zsuwa mi z rąk bluzkę na ramiączkach.
- Ej! To Julka! To jej sprawka?! - Przerywam mu.
- Być może. - Mruczy pod nosem, odpinając mi stanik.
Całuje mnie wszędzie, gdzie światło dziennie nie ma czelności nawet zajrzeć. Było tak jak dawniej! Więcej szczegółów wiedzieć nie musicie.
Jest noc. Idę ogarnąć się do łazienki i międzyczasie zauważam bieliznę, którą kupiła mi Julka. Mam nadzieję, że nie jest na nią za późno. Zakładam ją z uśmiechem, związuję włosy w koka i podążam w stronę łóżka, w którym czeka już na mnie Lukas.
- Co z wyjazdem? - Pytam, kładąc się.
- Możemy później o tym porozmawiać? Nie psuj tej pięknej chwili. - Błaga.
Cały Lukas! Tak, to w takim chłopaku się zakochałam! Byłam taka szczęśliwa.
_____________________________________________________
W końcu dodany o normalnej porze! O normalnej długości i za pomocą weny. ^^ Pozdrawiam.
  • awatar DreamsDie: świetne! Oby między nimi się wszystko poukładało..trochę tak głupio, że chce jechać bez niej..Czekam na nowy rozdział!
  • awatar arrosa ♥: Nono końcóweczka :O Mam nadzieję,że będzie dobrze :)
  • awatar Life gives nothing, you must take it♥: Końcówka najlepsza*-* Nie rozumiem dlaczego Lucas nie chce jechać do tej Szwecji ze swoją żoną. .. Rozdział cudowny♥ Czekam z niecierpliwością na next;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Minął jeden dzień. Nikt się do siebie przez ten czas nie odzywał. Czułam się źle. Ogólnie fizycznie i psychicznie... A wiecie jak to jest? Psychicznie czujecie, jak rozpadacie się na małe kawałki brylantów. W środku macie chaos, gubicie się wymawiając najprostsze słowa. Ja w tej chwili potrzebuje kogoś, kto by mnie przytulił, bo czuję, że już dłużej nie wytrzymam bez wsparcia. Potrzebuje najbliższych, którzy kopną mnie w dupę i powiedzą "będzie dobrze, olej przeszłość". Stan psychiczny odbija się moim stanem fizycznym. Moja psychika kuleje, niczym facet bez jednej nogi. Cierpi bezzwłocznie. Utonęła, już gdzieś na środku oceanu, gdzie dna nie widać.. Rozpływa się, zabijając mnie od środka. Czuję się bezsilna. Nie umiem nic dobrze zrobić. Najchętniej w tym momencie usiadłabym w kącie i pomyślała nad swoim życiem. Chciałabym zacząć wszystko od nowa. Poznać nowych ludzi, może wtedy byłoby dobrze. Długo tak nie pociągnę.....
Siedzę teraz w pokoju przeglądając moją komórkę i stare zdjęcia. Folder jest zatytułowany, „od kiedy to się wszystko zaczęło". Dziwię się, dlaczego taki głupi tytuł... Na jednym zdjęciu widzę nasz pierwszy pocałunek. Oj działo się działo... Teraz jak sobie o tym pomyślę.... Kolejne zdjęcie przedstawia spotkanie Julki z Karolem.. Strasznie chce im pomoc. Jednakże wiem, iż nie jestem w stanie nic zrobić. Nienawidzę bezsilności. Czuję się wtedy taka słaba i pusta w środku.
Dobra dość mojego użalania się nad sobą. Wstaję i idę do pokoju Julki.
- Mogę wejść? - Pukam delikatnie do drzwi.
Bezskutecznie....
- Julka.... - Wzdycham.
- Zostaw ją. - Podchodzi do mnie Lukas.
- To nasza przyjaciółka... - Spoglądam lodowatym wzrokiem na męża.
- Jak kocha to wróci. - Odpowiada.
Od kiedy on taki mądry..
- No właśnie.. A Ty? Kiedy powróci ten stary Lukas, którego pokochałam? - Pytam.
- Oj skarbie. To nadal ja. - Podchodzi i całuje mnie w czoło.
Zupełnie go nie poznaje.. Najpierw na mnie krzyczy, a potem jest taki kochany..
- Wychodzę. - Dodaje.
Nic nie odpowiadam, po to, by znów nie rozpętać kłótni.
- Wychodzę..... - Powtarza, poważniejszym tonem.
- Dobrze. - Odpowiadam.
- Tylko? - Łapie za klamkę.
- Tak... Gdziekolwiek idziesz, to baw się dobrze. - Mówię, sarkastycznym głosem.
- Porozmawiamy jak wrócę. - Wychodzi.
- Zawsze tak mówisz.. - Myślę.
No cóż, skoro mój mąż, ma mnie solidnie gdzieś.. To, podejmuję kolejną próbę dostania się do Julii. Niestety, nie daje rady..
Nazajutrz. Godzina 10. Budzę się w swoim bardzo wygodnym łóżku. Oczywiście, nie ma obok Lukasa. I co ja mam teraz o nim myśleć? Jestem w pełni przekonana, że nawet nie raczył wrócić na noc. Wstaję i udaję się do łazienki. Po drodze czeka na mnie mila niespodzianka.
- Dzień dobry! - Krzyczy z kuchni Julia.
Moja minka jest bezcenna.
- Julia.... Wszystko sama zrobiłaś? - Oglądam z niedowierzaniem nakryty stół.
- Nie. No, co Ty. - Uśmiecha się.
- Pomógł mi Lukas. Poszedł tylko do sklepu po herbatę, bo zauważyłam, że się skończyła. - Dodaje.
Lukas pomaga w śniadaniu? Na dodatek Julce, która wczoraj nie dawała żadnego znaku życia? Coś mi tu nie pasowało.
- Lena, stało się coś? - Patrzy na mnie.
- Nie, dlaczego? - Pytam.
- Jesteś blada jak ściana.. Jadłaś coś wczoraj? - Zauważa.
Wróciła stara, nadopiekuńcza Julia.
- Wiesz, co.. Nie pamiętam nawet.. Lepiej pójdę się ubrać. - Idę w stronę łazienki.
- Tylko ubierz się ciepło. Na dworze jest zimno i na minusie. - Odkrzykuje.
Jestem zaszokowana! Nie potrafię się nawet wysłowić... Dzień zaczął się pięknie! Julka w bardzo dobrym humorze. A Lukas? Nie pamiętam, kiedy ostatni raz poszedł rano do sklepu. Chyba, kiedy zaczął się nasz związek.. Ale dawno to było! Ha!

_______________________________________________________
I takim oto sposobem, dodaję kolejny, nudny rozdział.. Po długim czasie, za który przepraszam. Mam nadzieję, że się spodoba, bo w ogóle nie miałam na niego czasu! A wena.. Wole nawet nie komentować… ;c
  • awatar Kefas84: nie pisz o własnej twórczości że jest nudna :) pozwól by inni to oceniali a sądząc po komentarzach nie jest źle ;)
  • awatar Life gives nothing, you must take it♥: Genialny rozdział! ;3 Jestem ciekawa co dalej... Czekam z niecierpliwością na next ; * Pisz szybko, życzę dużooo weny : )
  • awatar Primrose♥: Nono. co się dzieje :O To teraz czekam na kolejny rozdział xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Zna z was ktoś uczucie odrzucenia? Kiedy druga połówka olewa was… I wybiera zupełnie inne towarzystwo, pomimo że miała zostać już do końca? Taki właśnie czasem był Lukas. Dla niego nie liczyło się to, co ja czuję, tylko to, co on chce czuć.. Bogusia była wtedy jedyną osobą, tak jak już wspomniałam.
Siedzę w kuchni stukając paznokciami o stół. Lukas siedzi ze splątanymi dłońmi. Z jego twarzy widać, jedynie fakt, że jest zdezorientowany.. W sumie.. Sama nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. Po godzinie z pokoiku wychodzi pani Bogusia.
- Wszystko jasne. – Patrzy na nas.
- I jak tam? – Pytam, wstając od stołu.
- Końca nie widać. Potrzeba czasu… A to dopiero początek. Jestem dobrej myśli. Julia to silna dziewczyna, wydaję mi się, że da sobie radę bez mojej pomocy. Dajcie jej tylko odrobinę czasu. – Uśmiecha się do nas.
- Ale jak to? Tak od razu… - Lukas odwraca się.
- Nie wiem, czego nie rozumiesz. Mówię po Polsku. Z Tobą też chciałabym porozmawiać. – Odpowiada.
- Teraz? – Patrzy na nią lodowatym wzrokiem.
Lukas! Palancie zachowuj się..
- Nie, nie teraz.. Czasu nie mam. Dziękuję Lenko za dobrą kawkę. Jak zawsze była pyszna. – Zwraca się do mnie miłym, spokojnym tonem.
Lukas patrzy teraz na mnie pytająco.
- To może ja panią odprowadzę na dół. – Podaję jej kurtkę, chcąc uniknąć rozmowy z mężem.
- Oj Lenka, taka kochana. Dziękuje córciu. – Uśmiecha się i zakłada kurtkę.
Otwieram Bogusi drzwi i tylko głośno wzdycham, kiedy wrócę na pewno czeka mnie trudna rozmowa z Lukasem. Tego obawiam się najbardziej, nienawidzę się z nim kłócić. Schodzę powoli z panią na dół.
- Co Cię gnębi? Oprócz Juli. – Zauważa.
- Nic takiego. Chyba obawiam się reakcji Lukasa na to wszystko. – Zwierzam się.
- Spokojnie. Obiecuję, że jak znajdę czas to z nim pogadam. – łapie mnie za bark.
- Dziękuję, na panią zawsze można liczyć. – Podnosi mnie na duchu.
- Nie masz, za co dziękować, na każdego faceta jest jakiś sposób. – Mówi szeptem.
Otwiera drzwi i przytula mnie na pożegnanie.
- Jesteśmy w kontakcie. – Zakłada torebkę na ramie i odchodzi.
Wzdycham kolejny raz i z trudem czołgam się na górę. Kiedy wracam do domu, w salonie czeka na mnie już Lukas, pragnący jakichkolwiek wyjaśnień.
- Gadałeś z Julką? – Unikam tematu.
- Na razie chcę pogadać z Tobą, Leno. – Mówi dość poważnym tonem.
Czuję, że mam wielką gulę w gardle.
Przechodzę przez próg, za sobą trzymam splecione dłonie.
- Usiądź proszę. – Zaprasza mnie na kanapę.
Siadam dość niepewnie. Cholernie boję się tej rozmowy.
- Słucham… - zaczyna.
- Nie wiem, o co chodzi. – Wymigam się.
- Jesteś pewna? – Głaszcze dłonią moje włosy.
- Tak Lukas… - odpowiadam, głośno przełykając ślinę.
- Kłamiesz! – Podnosi głos.
Nienawidzę, kiedy jest taki…. Taki? No właśnie, jaki właściwie jest mój mąż? Tyranem nazwać go nie mogę…
- No dobrze. Zacznijmy od początku. Co miała na myśli Bogusia? Mam wrażenie, że jest do mnie wrogo nastawiona. – Zmienia ton.
- Czasem jak mam trudne chwilę, wtedy do niej dzwonie i ją zapraszam, to tyle. – Odpowiadam.
- Trudne chwile? Jak to? Myślałem, że o wszystkim wiem. – Kręci głową.
- Bo wiesz. Czasami po prostu potrzebuję rozmowy z kimś innym. – Wzruszam ramionami.
- I na inny temat? – Patrzy na mnie sarkastycznie.
- Dokładnie…
- Leno na litość boską, skarżysz się obcej babie na mój temat.. Uważasz, że to jest fair? – Odsuwa się ode mnie.
- Przepraszam..
- Co Ci się we mnie nie podoba? Kurde, zrobiłem Ci coś?! – Łapie się za głowę.
- Nie… No znaczy… - Kłócę się z myślami.
- Skarbie, zapamiętaj jedno… Wyszłaś za mnie z miłości, a nie litości. – Uświadamia .
- Jeśli coś Ci nie pasuję, to…. Droga wolna. – Wstaje z kanapy i wychodzi z pokoju.
Wiedziałam, że to się tak skończy… Słowa Lukasa mnie doszczętnie zdołowały. I nie miałam nikogo, by móc o tym porozmawiać... W tamtym momencie byłam totalnie bezsilna. Dlaczego on taki jest? Kiedyś był inny… Taki kochany. Boje się o nas. Mam bardzo złe przeczucia, co do naszej przyszłości. Wytrzymałam z nim 2 lata. Nie poddam się bez walki! Ma rację, wyszłam za niego z miłości, a nie z litości.. Wezmę się za siebie i zmienię swoje postępowanie, aby więcej nie robić niczego za jego plecami.. Jednakże, teraz ważniejsza jest Julka, niż moje małżeństwo. Jestem gotowa poświęcić się całkowicie naszej przyjaciółce.

_________________________________________________________
Po baaardzo długiej nieobecności dodaję rozdział! Napisany na szybko, bo brak czasu, brak weny i duużo nauki.. A teraz technikum to wiecie... Także no, nie wiem kiedy będzie następny (i czy w ogóle będzie)... Musi wam wystarczyć to, co jest. Przepraszam... I pozdrawiam **
  • awatar It's not the end.: dokładnie. przez tą szkołę ciągle jest się zmęczonym i nie ma na nic czasu. ;c znam to uczucie. a brak weny to już człowieka naprawdę dobija...
  • awatar end of love: Super :)
  • awatar Life gives nothing, you must take it♥: Mam nadzieję, że ich małżeństwo przetrwa jakoś ten trudny ,,okres,, : ) Rozdział wspaniały, cieszę się, że coś dodałaś ;* Czekam z niecierpliwością na next i życzę weny ; )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Wychodzę z pokoju i w drzwiach zastaję zapłakaną Julię z Lukasem, który pomógł jej przynieść… Walizki?! Zamroziła mnie krew w żyłach. Mogłam obawiać się tylko najgorszego.
- Na litość boską… - jedną ręką łapie się za głowę, a drugą podtrzymuje się o futrynę.
- Nienawidzę go! – Wykrzyknęła Julia i oparła się o ścianę.
Lukas był w totalnej rozsypce. Nie miał pojęcia, co się właśnie stało. Julia oddychała dość ciężko i usiadła na podłodze, chowając głowę między kolanami. Mój mąż stał w przedpokoju domagając się jakichkolwiek wyjaśnień. Nie miałam teraz siły wszystkiego mu mówić.
- Co ze ślubem? – Usiadłam obok niej i mocno przytuliłam.
- Ślubu nie będzie…. – Odpowiada.
Mina Lukasa była nie do opisania. Od lat są przyjaciółmi wraz z Julią i Karolem. Kto, jak kto.. Ale on na pewno nigdy by się nie spodziewał, że się rozstaną. Widząc jego zaskoczenie, byłam pewna, iż nic nie wiedział o rzekomym romansie swojego kumpla. Bez słowa idzie do najmniej używanego przez nas pokoju i zaczyna rozbierać łóżko. Kładzie pod oknem dwie walizki Julii. Patrzę na niego zza rogu. Nic nie mówi, z jego twarzy można wyczytać jedynie, że jest bardzo zdenerwowany i rozkojarzony. Po paru minutach zauważa, że obserwuje jego ruchy. Kiwa głową w moją stronę, mówiąc, że mam dać spokój.
Od tej sytuacji minęła doba. Julia załamana wychodziła z pokoju załatwić tylko potrzebę fizjologiczną. Zanosiłam jej jedzenie… Nie chciała… Ba.. Nawet na nie, nie spojrzała.. Siedziała w kącie i gapiła się w jeden punkt. Na palcach jednej ręki mogę policzyć ile rzeczy zrobiła przez ten czas. Dłużej nie mogłam znieść tej ciszy. W końcu zebrałam się na odwagę, by szczerze z nią porozmawiać. Pukałam do drzwi i czekałam, aż pozwoli mi wejść. Nie odpowiadała….
- Julio…. – Otwieram drzwi i powoli przekraczam próg.
Siedziała przy oknie, przytulając poduszkę.
- Odezwiesz się do mnie? – Pytam.
Bez odpowiedzi…
- Wiem, że to jest trudne… - Siadam na łóżku.
Julia poprawia się na parapecie.
- Chcę Ci pomóc. – Dokańczam.
Odwraca się w moją stronę.
- Co Ty możesz wiedzieć… - W jej oczach widać pogardę.
- Właściwie nic. – Spuszczam głowę.
- Faceci to świnie. Lepiej uważaj, aby Lukas czegoś nie odwalił. – Patrzy na mnie lodowatym spojrzeniem.
- Lukas taki nie jest.. Znam go.. – Irytuje się.
- Wiesz.. Mi się wydawało tak samo. – Odpowiada.
Gadałam z nią godzinami. Próbowałam jakoś pocieszyć. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak żal mi jest tej dziewczyny. Po paru godzinach do domu wraca Lukas. W drzwiach witam go ciepłym uśmiechem i namiętnym pocałunkiem.
- I jak? – Pyta.
- Bez zmian. Jest totalnie załamana. A ty? Gadałeś z Karolem? – Odpowiadam pytająco.
- Próbowałem.. Uwierz mi próbowałem. – Kiwa głową.
Odpowiedz jest banalna. Nie rozmawiał… Za dobrze go znam, dobrze wiem, kiedy kłamie. Nie chciałam się z nim teraz kłócić. Mój mąż jest z natury osobą dość zapominalską. Dopiero po fakcie przypomina sobie, co miał zrobić. Ale i tak go kocham.
Nazajutrz poprosiłam o pomoc moją znajomą. Panią – Bogusie. To jest kobieta po przejściach, zawsze kontaktowałam się z nią, aby móc porozmawiać o problemach. Nie jest może ona znanym psychologiem, ale w sprawach miłosnych potrafi znaleźć każde rozwiązanie. Oczywiście Julka nic o spotkaniu nie wiedziała. Bogusia jak zawsze punktualna, zadzwoniła dzwonkiem o godz. 15. Miała ze sobą wielka czarną teczkę. Jak zawsze była ubezpieczona.
- Witaj Leno! – Tuli mnie w drzwiach.
- Dzień dobry. – Uśmiecham się.
- Cóż to za spotkanie.. Znowu Lukas nawywijał? – Puka mnie w ramie, szepcząc
Miała bardzo dobre podejście i świetne poczucie humoru.
- Oj nie. Tym razem poprosiłam panią w innej sprawie. – Kładę ręce na biodra.
- Nieodwzajemniona miłość, czy coś? – Pyta.
- Chodzi o przyjaciółkę… A raczej o zdradę jej narzeczonego. Julia jest załamana. Mam nadzieję, że pani jej pomoże. – Wzruszam ramionami.
- Na każdy problem jest rozwiązanie. – Uśmiecha się i podaje mi kurtkę.
- To gdzie mam iść do „pacjentki” – Spogląda na mnie.
- Tutaj po prawo. – Wskazuje jej palcem pierwsze drzwi od prawej.
- Aa i jeszcze jedno… Panna wie, kim ja jestem? – Odwraca się.
- Na razie nie. Zrobić pani coś do picia? Kawy, herbaty? – Wieszam kurtkę.
Po długim zastanowieniu odpowiada:
- Kawki poproszę. Na dworze tak teraz zimno. – Chichoczę
- Już się robi. – Udaję się w stronę kuchni.
Lukas siedzi na krześle i pije czekoladę.
- Co ty kombinujesz? – Pyta
- To źle, że chce jej pomoc? – Nasypuję kawy do filiżanki
- Kochanie… Bardzo dobrze, ale nie angażuj się tak bardzo. – łapie mnie od tyłu.
- Mną się nie martw. – Czuje jego oddech na swoich barkach.
Bogusia to jest naprawdę osoba godna zaufania. Lukas nie raz płatał mi figle i nie raz przez niego płakałam.. Ona była jedyną osoba, która pomagała mi w tamtych momentach.
 

 
Julia była strasznie roztrzęsiona, nie miała raczej ochoty gadać o Karolu.
- Może nie powinnam była pytać? – Złapałam ją za dłoń..
- Oh. Leno… Podejrzewam, że Karol ma kogoś. – Wybełkotała.
Zamurowało mnie. Karol? Taki spokojny chłopak?! Zawsze wiedziałam, że aż taki grzeczny, na jakiego wygląda, to wcale taki nie jest… Pozory mylą.. Oj tak.
- Co Ty mówisz? – Spytałam.
- Często wyjeżdża poza miasto na delegacje… A jeśli ona jest atrakcyjniejsza? - Widziałam załamanie w jej oczach.
Karol jest przedstawicielem handlowym. Odkąd pamiętam, nigdy go w domu nie było. Ale kochanka? Nie, nie to nie mogła być prawda.
- Julka, spokojnie. Mam z nim porozmawiać? – Zapytałam, chcąc pomóc.
- Ja już siły nie mam. Opadam psychicznie. Jest wiele dowodów na jego niewierność. Jak ja mam o tym powiedzieć teściowej? – Wypiła łyk kawy.
- Skarbie. Nie podejmuj pochopnych decyzji. – Oparłam dłoń o głowę i zaczęłam głęboko się zastanawiać nad wszystkim .
Nie minęło kilka minut. Obje w milczeniu dokończyliśmy jeść ciastko i pić kawę. Byłyśmy wmurowane. Żadna z nas nie widziała wyjścia z tej trudnej sytuacji. Postanowiłam odwieźć Julię do domu, bo to, by poczuła, że ma we mnie stu procentowe oparcie.
Julia jest roztrzęsiona. Wysiadam z samochodu, otwierając jej drzwi od drugiej strony. Wysiada, puszczając przy tym małą, miętową torebeczkę. Robi mi się jej żal. Szybko podnoszę torebkę, w nadziei, że nie ubrudzi się na tej zaśmieconej, śmierdzącej od spalin ulicy.
- Przepraszam. – Wypowiada.
- Ależ nie masz, za co. Julko… - kiwam bezsilnie głową.
Julia bierze ode mnie torbę i idzie pod bramę, gdzie usilnie próbuje trafić w zamek od drzwi. Po paru nerwowych ruchach, przekręca klucz i otwiera bramę.
- Do zobaczenia! – Wykrzykuję.
Julka obraca się tylko do mnie i próbuje uśmiechnąć, ale jej to nie wychodzi. Widzę, że jest z nią źle. Wsiadam z powrotem w samochód i planuję wrócić do domu. Przejeżdżam przez opustoszałe ulice. Jest zimno, ponieważ szyby zaczynają parować z każdym moim oddechem. Na chodnikach próbuję rozpoznać, czy dozorcy dbają o bezpieczeństwo mieszkańców. A tu… Nawet nieposypane. A potem dziwią się, że szpitale są oblegane przez pacjentów. Staję na światłach. Czekam i czekam. Paznokciami obijam o kierownicę. Czy to światło zamarzło?! Po długim wyczekiwaniu, w końcu dostrzegam zielone światło, oznaczające, że mogę już jechać. Zza rogu wyjeżdża motocyklista. Wydaje się być bardzo zmarznięty.. No, ale na dworze panuje mróz, a on w samym środku miasta, jedzie na motorze… Ludzie są tacy nieodpowiedzialni. A jakby mu się coś stało? Nikt by mu nie pomógł.. Taka jest właśnie Polska. Po kwadransie dojeżdżam pod klatkę. Mieszkam w 4 piętrowym bloku. Nienawidzę chodzić po schodach. Podchodzę do drzwi od klatki i wystukuje kod na domofonie. Biorę swoje patałachy i zabieram się powolnie wchodząc po schodach.
- Hej skarbie! – Rzucam się na szyje Lukasowi
- No cześć. – Odpowiada szarmancko.
- Co znowu? – Moja twarz blednie.
- Dostaliśmy list od komornika. – Mówi.
- Jasna cholera. – Ze złości trząsnęłam drzwiami.
- Ile tym razem? – Ściągam torbę z ramienia.
- 2 Tysiące. – Odparł.
- Uff.. – Czuję jak wypływa ze mnie powietrze
Nie powiedziałam wam o ważnej rzeczy. A może mniej ważnej? Odkąd kupiliśmy to mieszkanie, kredyt wchodzi nam na głowę. Ledwo wiążemy koniec z końcem. Nie mamy zbyt dużo oszczędności, a trudy życia, zwalają się nam na głowę z każdym dniem.
- Zarobię jakoś. – Lukas, po raz pierwszy się uśmiecha.
- Dobrze wiesz, że nie musisz. – Przytulam go.
- Leno. Nie zrobię tego. Nie pożyczę od nich pieniędzy. – Odpycha mnie.
- I co z każdym miesiącem mamy się obawiać komornika?! – Krzyczę.
- Nie! Poradzimy sobie, obiecuje. – Opuszcza głowę w dół.
- Wiesz, już kiedyś to słyszałam. – Obrażam się na niego.
- Czyżby… „ (…) W zdrowiu i w chorobie, w bogactwie i w biedzie… (…) ” - cytuje słowa przysięgi.
- Idiota! – Siadam nerwowo na kanapę.
- Skarbie…. – Podchodzi do mnie i bierze moją dłoń, przykładając ją sobie do policzka.
- Rozumiem, że się boisz. Ale dopóki mamy siebie, nic nam nie zagraża… - stwierdza.
- Kocham Cię. - Uśmiecham się.
Zbliża się do mnie, siada na kanapie i namiętnie mnie całuje, dotykając moich kolan.
- Eejej. Nie teraz. – Przerywam mu.
Patrzy na mnie lodowatym spojrzeniem. Wstaje z kanapy i podchodzi do okna, mówiąc: •- Leno. Jesteśmy już grubo po ślubie. A efektów naszej miłości nie widać..
- Co?! W takim momencie chcesz mieć ze mną dziecko?! – Wystraszyłam się.
- Kasą się martwić nie musisz. A opieka.. Przecież Ci pomogę. – Wzrusza ramionami.
- Nie, nie, nie! Lukas, zapomnij… - wzdycham.
- A jeśli Cię poproszę? – Pyta.
- Co tu ma być do proszenia? Lukas, dziecko to nie zabawka. – Wstaje z kanapy i podchodzę do niego.
- To jest wielki obowiązek. – Kończę.
- No niby tak. Ale nigdy nic nie wiadomo, co się z nami stanie. Życie jest takie krótkie. – Odpowiada.
- Już chcesz umierać? – łapię się za głowę.
- Nie o to chodzi. – Kiwa głową.
Naszą rozmowę przerywa dźwięk domofonu.
- Spodziewasz się kogoś? – Zapytał.
- Na pewno nie dziecka. – Oparłam się o ścianę.
- Oj ty moja złośnico. – Uśmiecha się.
Ohh. Jak ja go kocham, to wy sobie nie zdajecie sprawy.

__________________________________________________________
I oto 2 rozdział ^..^ Mam nadzieję, że się wam spodoba. Pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Prolog:

Nigdy nie wiesz, kiedy widzisz kogoś po raz ostatni. Życie nauczyło nas, by nie przywiązywać się zbytnio do ludzi, ponieważ oni pojawiają się sporadycznie i każdy niekontrolowany ruch, może spowodować wielką katastrofę. Nie mamy wpływu na to, kto zostanie w naszym życiu, a kto po prostu odejdzie… Czasami los rozdaje takie karty, że nie potrafimy się połapać, co i jak. Ale co zrobić, kiedy dana osoba przestaje być dla nas bliska, tak zupełnie.. Z dnia na dzień? Jakby zapomniała, kim jest… Kim była? Kim zostanie w przyszłości.. Miała kogoś? Kocha kogoś… Jak zupełnie urwany film, który zakończył się w niezbyt dogodnym miejscu. I co wtedy? Dać losowi drugą szansę? Czy po prostu zacząć wszystko od nowa? Kiedy zapominamy o ukochanej osobie, świat przestaje istnieć. Czy kiedykolwiek będzie tak jak dawniej? Przypomni sobie o nas… Albo odejdzie, jakby nigdy nas nie znała. Czasem chciałabym, aby to czas stanął w miejscu i dał ułatwienie młodym ludziom, którzy dopiero, co zaczynają wchodzić w dorosłe życie. Niestety, tak się nie da. Musimy pogodzić się z przeciwieństwami losu… Życie to gra.. Raz jesteś na szycie, za drugim razem spadasz na dół.. Tylko, pamiętaj.. Aby nie spaść na dno, bo przegrasz całe to małe życie, które dostałeś… Spieprzysz wiele sytuacji, które na pewno spotkałbyś, na co dzień. Mów, co czujesz.. Bo niekiedy, jest na to już całkowicie za późno… Druga osoba, po prostu odejdzie… A czy z pożegnaniem, czy bez.. To już zależy tylko i wyłącznie od Ciebie… Nasza historia, zaczyna się zupełnie nie tak, jak myślisz.. A zakończy zupełnie od innej strony…

„Kim jesteś?” Rozdział 1:

Zaczynam tę historię, od innej perspektywy. Chciałabym opowiedzieć wam coś o sobie. Jestem Lena. Od urodzenia mieszkam w Polsce (dokładniej Warszawa). Mam 25 lat. Jednakże czuję się o wiele starsza.. Mam na głowie bardzo, bardzo dużo obowiązków. Od dwóch lat jestem w szczęśliwym związku małżeńskim z Lukasem. Poznałam go na studiach w Katowicach. Pochodzi on z zamożnej, ale bardzo dalekiej (można tak powiedzieć) rodziny. Urodził się on w Glasgow (Szkocja). Jest ode mnie starszy, tylko o 3 lata. No także, różnicy wieku między nami nie widać. Dużo czasu spędziliśmy mieszkając z moimi rodzinami na obrzeżach miasta.. Oboje z ukochanym, podjedliśmy decyzję, aby przenieść się na stałe do Warszawy. Moja mama była zawiedzona, ponieważ przywiązała się do nas. Znałam Lukasa, już dobre 5 lat. Zawsze mi się podobał, nawet teraz. Kiedy przechodzimy lekki kryzys. Ale jak to w każdym małżeństwie bywa, mam nadzieję, że przeprowadzka pomoże nam w naszej terapii. Czasem, odnoszę wrażenie, że to ja jestem wszystkiemu winna. Straszna ze mnie pesymistka.. Lukas jest natomiast moim zupełnym przeciwieństwem. Zawsze był kochany, uśmiechnięty, pełen radości życia. Każdą błahostkę traktował, jako zwykły przypadek. A to zbiłam wazon, stłukłam jego kubeczek, potłukłam parę talerzy. Jestem dość nerwowa. Do tej pory jednak, nie mogę znaleźć w sobie rzeczy, za która mnie pokochał. Czy to były moje błękitne oczy, czy też moje długie, kręcone i ciemne włosy. On natomiast, był szatynem z zielonymi oczami. W pewnych sprawach porozumiewaliśmy się bez słow. Rozumiał mnie jak nikt inny. Zaczęliśmy naszą miłość, wpierw od przyjaźni. Może, dlatego tak dobrze się dogadujemy. A może dogadywaliśmy? Naprawdę nie mam pojęcia, co jest przyczyną naszych kłótni. Może ma kogoś? Unikam jednakże tej myśli jak ognia. Pewnie większość chciałaby wiedzieć, jaki był nasz ślub.. Otóż.. Może nie taki wymarzony, ale przynajmniej jedyny, który chciałabym w życiu mieć. Nie było na nim rodziców, ani rodziny.. Lukasa! Było to dla mnie wielkim zaskoczeniem. Upierał się on, iż jego rodzina mieszka daleko i nie chcę ich sprowadzać na siłę.. Co to miało znaczyć? Nie wiem… Nie chcieli poznać ukochanej swojego syna? Swojej synowej, która czasem strasznie narzeka… Wiem, ideałem, ani aniołkiem nie jestem. Wracając do tematu wesela. Odbyło się dość kameralnie, parę osób, moja rodzina i świadkowie. Nikogo więcej nie było. Miałam piękną, rozkoszowaną białą sukienkę! To najbardziej mi się podobało. Bogata nie byłam, więc to nie mogło przyciągnąć do mnie Lukasa. Dobra dość gadania o mnie. Pewnie zdążycie mnie poznać, trochę bliżej, podczas mojej historii.
~ 14 stycznia 2012 rok ~
Wracałam właśnie moim nowiutkim autkiem, ze sklepu meblowego. Trochę uzbierało nam się z wesela i postanowiliśmy kupić za nie, niedrogi samochód i małe mieszkanko, tak dla nas obojga. Panowała sroga zima. Kto by pomyślał, że w takim wielkim mieście, nie będzie ani jednego auta, z piaskiem, czy solą, by posypać. Z dali słyszałam tylko dźwięki, pośpiesznie jadących karetek. Nie dziwiłam się w sumie, dlaczego. Wszędzie jeździłam sama. Bałam się trochę, ponieważ ja nerwowa, na ulicy lód.. I na dodatek nie było nikogo obok mnie. Przyzwyczaiłam się już trochę. W sklepie były ceny, normalnie… Jak z kosmosu! Kto je w ogóle wymyśla? No, bo nikt o zdrowych zmysłach, nie kupi kanapy za 4 tysiące! A te meblościanki… Błagam was! Musiałabym bank okraść. Swoją drogą widziałam, cudowne meble do kuchni.. Nosz kurde.. 10 tysięcy na tace, wyłożyć bym musiała. Kiedy tak przejeżdżałam przez dzielnice, rozmyślając jak ja to mam źle w życiu. Na pasach zauważyłam Julię – przyjaciółkę Lukasa.
- Hej! – Krzyknęłam, opuszczając szybę.
Julia dygotała z zimna.
- Ooo. Lena! – Uśmiechnęła się na mój widok.
- Jest zimno. Wsiadaj podwiozę Cię. – Dodałam, ucieszona towarzystwem dziewczyny.
- Nawet nie wiesz jak się niezmiernie cieszę, że Cię widzę. – Stwierdziła, wsiadając do auta
- Dokąd idziesz? – Zapytałam, ruszając z miejsca.
- A przed siebie wiesz.. Yyy. No znaczy.. Na spacer wyszłam. – Wymigiwała się od odpowiedzi.
- Wszystko w porządku? – Zauważyłam jej zakłopotanie.
- Tak, tak. Jak w najlepszym? Oj Leno, jak ty mnie znasz. Mam pewien problem. – W końcu się otworzyła.
- No to słucham. – Spojrzałam na nią
- Może nie tutaj? Wolę rozmawiać w spokojnym miejscu, a nie w samochodzie. – Powiedziała.
- Okej. To wjedziemy po drodze do jakiejś restauracji. – Odparłam.
Minęło kilka minut. Podjechaliśmy pod małą restaurację i od razu zauważyłam, że z Julią się dzieje coś niedobrego.
- Na pewno wszystko w porządku? – Zapytałam, łapiąc ją za bark.
- Tak Leno.
Weszliśmy i usiadłyśmy zaraz przy oknie. Kelnerka do nas podeszła i oboje zamówiliśmy kawę i ciastko.
- Zamieniam się w słuch. – Zwróciłam się w stronę dziewczyny.
- Chodzi o Karola….. – Zaczęła niepewnie.
Podsumowując Karol to narzeczony Juli.
_________________________________________________________
Hej ;* Powracam po kilkunastu dniach. Zdecydowałam się pisać od nowa opowiadania. c: Mam nadzieję, że prolog i 1 rozdział zachęci was do przeczytania kolejnych i kolejnych.. Pozdrawiam wszystkich serdecznie i z góry każdemu dziękuję za czytanie ^^
Ps. Pragnę tylko napisać, że rozdziały będą dodawane nieregularnie, ponieważ jak każdy wie, zaczął się okres szkolny i nie będę mieć zbyt dużo czasu na pisanie.. ) Jeszcze raz POZDRAWIAM ;**
 

 
Kiedy wróciłam z ciotką i z Aleksem do domu.. Na podłodze leżał Charlie! Przeraziłam się, naprawdę myślałam, że to koniec. Podbiegłam do niego i kazałam im wzywać pogotowie, on nie oddychał! Mój ukochany mógł umrzeć!
- Nie rób mi tego! – Krzyczałam, poruszając jego ramionami.
Po paru minutach przyjechało pogotowie i zabrało mojego chłopaka do szpitala.
- Nie daruję sobie, jeśli mu się coś stanie. – Mówiłam po drodze do Aleksa.
Aleksander był opanowany. Clare zostawiliśmy w domu, ktoś w sumie musiał zostać. Po przyjeździe do szpitala wbiegłam na piętro i szukałam go po wszystkich salach.
- Na OIOM-ie – powiedział Aleks.
Stojąc przed drzwiami tej sali, oparłam dłonie o szybę.
- Tak bardzo Cię kocham. – Szeptałam.
Aleksander przyszedł obok mnie i złapał mnie za barki.
- Będzie dobrze. – Twierdził. - Wyjdzie z tego. – Dodał, niepewnie.
- Chyba wiem co zrobić, żeby przeżył. – Popatrzałam na niego ze łzami w oczach.
Poszłam w stronę wyjścia.
- Martho, co robisz? – Zdziwił się.
- To wszystko moja wina. – Powiedziałam.
Wyszłam ze szpitala. Teraz byłam już praktycznie pewna, że to jest moja wina.
* Charlie *
Byłem jak w jakiejś czarnej dziurze, nic nie widziałem. Ciemność… Sama ciemność! Nie wiem ile czasu minęło, tygodnie, lata… Zauważyłem światełko.
- Będzie żył. – Usłyszałem znajomy głos.
To mama! Tak jej teraz potrzebowałem. Chciałem się do niej przytulić i przeprosić, za to, jakim byłem złym dzieckiem.
~3 tygodnie później ~
Leżałem na szpitalnym łóżku i czytałem niedzielną prasę. Jest już prawie okej. Z wyjątkiem… Martha odeszła. Aleksander mówił, że spakowała swoje rzeczy razem z ciotką i wyniosła się.. Nikt nie wie, gdzie.. Nic nikomu nie powiedziała. Było mi żal, ponieważ nie pożegnałem się z nią. A może tak miało być? Magik miał rację, to ona była pośrednikiem duchów, które próbowały mnie opanować. Za parę dni wychodzę, miałem chwilowe zatrzymanie akcji serca. Lekarze są dobrej myśli, godziny spędzałem leżąc w gabinetach kardiologicznych. Tysiące badań, a przyczyny brak.. Jedynie ja, magik i Martha znaliśmy tę przyczynę. Na szczęście obyło się bez żadnych skutków.
Wróciłem do domu. Aleks znalazł sobie mieszkanie i także mnie opuścił. Czułem się jak po wypadku, w którym zginęła Pauline. Kolejna dziewczyna, którą kochałem… Zniknęła. Z żadną się nie pożegnałem. Byłem przybity. Miałem wrażenie, że ta historia z duchami dobiegła już końca. Na chwilę obecną, nie miałem zamiaru znajdować sobie żadnej dziewczyny. Wolałem być sam. Na szafce nocnej w swoim pokoju znalazłem karteczkę. „Przepraszam, Kocham Cię. ~Na zawsze Twoja Martha”

** EPILOG **
~ rok później ~
Podczas gdy sprzątałem dom, do drzwi rozległo się pukanie. Otworzyłem je więc, a w progu pojawiła się jakaś znajoma mi kobieta z okularami przeciwsłonecznymi na twarzy.
- Dzień dobry. – Powiedziałem.
- Cieszę się, że żyjesz. – Kobieta uśmiechnęła się.
Rzuciłem jej pytające spojrzenie.
- A no tak – zaciągnęła okulary, zbierając przy tym opadającą grzywkę w górę.
Jej widok mnie zamurował.
- Dobrze Cię widzieć. – Powiedziała Martha.
- Ee… Wejdziesz? – Spytałem, strasznie zdziwiony.
- Jeśli mogę. – Odparła.
Zaprowadziłem ją do salonu.
- Zrobiłeś remont. Ładnie tutaj teraz.. Te brązowe ściany i beżowa kanapa pasuje do Ciebie. – Stwierdziła.
- Jasne.. Napijesz się czegoś? – Pytałem.
- Nie dziękuję.. Chyba nie masz mi za złe, że chciałam Cię tylko zobaczyć? – Zapytała.
- Nie skądże..
- Miałam operację. – Westchnęła.
To, dlatego tak się zmieniła…
- Okazało się, że moje narządy prawie wszystkie… Już nie funkcjonują.. – Zaśmiała się.
Patrzałem na nią zabawnym spojrzeniem.
- Tak bardzo Cię przepraszam… Rozmawiałam z magikiem. Wszystko mi powiedział. Dlatego zniknęłam. Przepraszam. – Odrzekła.
- Rozumiem. – Odpowiedziałem.
- Naprawdę chciałam Ci podziękować, ponieważ dałeś mi drugie życie, a może nawet więcej.. – Zamyśliła się.
- Nie ma sprawy. O to właśnie chodziło w tej historii. – Odparłem.
- Charlie.. Ja serio Cię kochałam. Przez ten rok myślałam, czy żyjesz… Jak żyjesz.. Co się z Tobą teraz dzieję.. No wszystko! Nie mogę sobie darować, że mogłam Cię zabić. – Spuściła wzrok.
- Gdzie teraz mieszkasz? – Przerwałem jej.
- Chwilowo zatrzymałam się u ciotki w Brazylii.. Teraz zamierzam zacząć całkowicie nowe życie. – Uśmiechnęła się
Po chwili do domu wróciła moja mama i popsuła nam tę chwilę.
- Ooo, widzę że masz gościa. – Ucieszyła się.
- Ja chyba powinnam już iść. – Wstała szybko z kanapy.
Założyła okulary na twarz, tak jakby nie chciała być rozpoznawalna. Podeszła w stronę drzwi wejściowych.
- Jeszcze raz przepraszam. – Powiedziała, z żalem w głosie.
Moja matka dziwnie na nią patrzała.
- Zawsze Cię będę kochać Charlie. Żegnaj. – Odeszła, lekko szlochając.
- Ej poczekaj.. Co zamierzasz teraz zrobić, jak żyć?! – Wybiegłem za nią krzycząc..
Nie zwracała na mnie uwagi. Mama złapała mnie za rękę.
- To nie ma sensu.. Czy to była….? – Zapytała.
- Tak, to była moja Martha. – Odparłem.
I nigdy więcej się nie pojawiła w moim życiu…

Koniec.
____________________________________________________________
Musiałam zakończyć to opowiadanie, ponieważ brakowało już weny na nie... Mam nadzieje, że się podobało. Chciałabym jak najszybciej zacząć nowe, jednakże nie wiem czy jest sens publikować mój wysiłek dla kilku osób. Pozdrawiam Kuczka.
  • awatar Świat MyLady: super opowiadanie i super blog :) na pewno jeszcze tu zajrzę :) zapraszam do mnie ;))
  • awatar Eternal death ♥.♥: Już kończysz? ;x TRoche smutno ale mam nadzieje, że szybciutko zaczniesz coś pisać . :)
  • awatar Kiss of Death . ! .: koniec ?! ;ccc nie .. ;x mam nadzieje, że szybciutko zaczniesz pisać nowe . :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Na drugi dzień zabraliśmy się do sprzątania. Charlie cały dzień chodził jakiś przybity.
- Powiesz mi, o co chodzi? – Dopytywałam.
- Nie mogę.. Nie chcę. – Odpowiedział.
- O której przyjeżdża ciotka? – Pytał.
- Pod wieczór.. Musimy jechać po nią na lotnisko. – Wycierałam blat stołu
- Okej. Załatwię samochód od ojca. – Stwierdził.
- Jak to? A prawo jazdy? – Wystraszyłam się.
- Spokojna głowa.. – Zaśmiał się.
* Charlie *
Żartowałem, ponieważ co miałem zrobić? Powiedzieć jej, że mogę umrzeć za parę dni? Załamałaby się… Poniekąd moja śmierć, to byłaby jej sprawka.. Naprawdę w tamtym momencie nie wiedziałem, jaką decyzję podjąć. Zerwać z nią.. Czy czekać spokojnie, aż umrę? Życie bywa strasznie okrutne. Dręczyła mnie jedna myśl. Przecież to tak serio… To ona mnie uratowała. To jej głos wtedy słyszałem w głowie. Ona mówiła mi jak postąpić. A teraz? Teraz mogę przez nią umrzeć… Czy śmierć jest zaraźliwa?
Żeby nie myśleć, poszedłem przygotować pokój dla Clary. Ściany w nim były koloru lilii. Podłoga, jak zresztą w całym domu, była pokryta jasnymi panelami. Meble były w kolorze brązu. Większość miała gablotki, a w środku zdjęcia, jak byłem mały. Na środku, był niewielki dywanik. Dodawał magicznego uroku, tamtejszemu pokojowi. Mama zawsze mi mówiła, że to tutaj spędziłem najpiękniejsze chwile mojego życia. Potem dobudowali drugie piętro i wszystko się zmieniło. Skończyły się gonitwy po parę godzin dziennie, zabawy klockami lego. Dorosłem i musiałem przenieść się na górę, aby dać trochę spokoju moim rodzicom. Ten pokój zawsze był pusty, dziwiłem się, że Martha w nim nie zamieszkała. Bynajmniej on zawsze pozostawał mój.. Mieliśmy bardzo duży dom. Na dole kuchnia i większa łazienka, salon i trzy pokoje. Na górze były dwa małe pokoje, w którym mieszkałem ja, a w drugim Martha. Dochodziła do tego mała łazienka, połączona z dolną łazienką. Nasz przedpokój był przepełnionymi zdjęciami rodziny. Na dole korytarz, miał dużo roślinności. Nie wiem, dlaczego teraz o tym piszę.. Być może, zaczynam tęsknić za tym miejscem, ponieważ niedługo mnie tutaj już nie będzie.. Robiło mi się źle na sercu, na tę myśl. Tylko, żebym zawału nie dostał…
- Charlie, jesteś tu? – Powiedziała Martha.
- Kurczę, szukałam Cię, co ty tutaj robisz? Nigdy nie wchodziłeś do tego pokoju. – Zauważyła.
- To był kiedyś mój pokój. – Odparłem.
- Naprawdę? Ślicznie tutaj..- Stwierdziła.
- Tu będzie mieszkała twoja ciotka. – Odpowiedziałem.
- Jak to? Przecież jeszcze jest jeden wolny pokój… - zdziwiła się.
- Jest.. Jednakże wolę, żeby była tutaj, jest tu bezpiecznie.. – Uśmiechnąłem się.
- Co Ty mówisz? – Wystraszyła się.
- Nie ważne. Po prostu lepiej będzie, jak ona zatrzyma się w tym pokoju. Dobrze? – Przybliżyłem się do niej.
- No dobrze, jak chcesz. To twój dom.. – Dała mi delikatnego całusa.
- Cieszę się, że Cię mam. – Oddałem jej podwójnie.
- Oj Charlie.. Jesteś taki nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo, co powiesz. – Zaśmiała się.
- Taki już jestem, nie zmienisz tego. – Oparłem głowę o jej czoło.
- Dlaczego? – Odsunęła się ode mnie.
- Ale co?
- Dlaczego, się do mnie tak namiętnie przytulasz?! – Podniosła głos.
Nie odpowiadałem, stałem jak wmurowany.
- Stało się coś! – Krzyknęła.
- Spokojnie… - pokiwałem głową.
- No mów…
Po długiej chwili ciszy…
- Zróbmy powitalne ciasto! – Zabrałem ją do kuchni.
Martha nie była taka głupia (w dobrym znaczeniu), jak mi się wydawało. Praktycznie wszystkiego się już domyślała.. Może czyta mi w myślach? Mam nadzieję, że na razie nikt się o tym nie dowie.. Po dwóch godzinach zrobiliśmy przepyszny tort na przyjazd jej ciotki.. Pozostało tylko po nią pojechać!
Droga na lotnisko była dość prosta. Wszędzie blisko mieliśmy. Po kilku minutach z samolotu wyszła Clara.
- Heeej ciociu! – Martha rzuciła się jej na szyję.
- Oj skarbie, bo mnie udusisz. – śmiała się, Clara.
- Jak zawsze uczuciowa dziewczyna. – Twierdziła.
- Tak, bardzo uczuciowa. – Potwierdziłem.
- Ciociu, to jest Charlie, mój chłopak. – Uśmiechała się
- Miło mi panią poznać. – Ucałowałem jej dłoń.
- Chłopak, z dobrymi manierami. – Ucieszyła się.
- Ciociu.. – Zarumieniła się.
Nie tak wyobrażałem sobie to spotkanie… Clara była zwykłą kobietą? W ogóle nie przypominała osoby, która mieszka w Ameryce.. Zwykła prosta kobieta.. W tamtym momencie zapragnąłem poznać całą rodzinę Marthy. Wróciwszy do domu, zastała nas mała niespodzianka. Kto by się spodziewał, że mój tato, moja mama i Aleks… Zrobią powitalny baner dla Clary. Byłem zszokowany, trochę zrobiło mi się duszno..
* Martha *
Siedzieliśmy wszyscy przy jednym stole i zajadaliśmy się tortem dla cioci. Był naprawdę dobry!
- Może jutro wybierzemy się pozwiedzać trochę okolice.. – Zaproponowałam.
- Chętnie przejdę się z wami. – Wtrącił się Aleks.
- A Ty Charlie? – Zapytała Clara
- Nie, ja posiedzę w domu. Dziękuję za propozycje. – Odpowiedział.
Charlie strasznie blado wyglądał. Starałam się nie pokazywać, jak bardzo się o niego martwię.. Pomyślałby, że jestem nachalna.
Po kolacji pokazałam cioci dom. Od razu się jej spodobał. Odprowadziłam ją i poszłam do Charliego. Nareszcie doczekałam się! Spędził ze mną romantyczną noc. Wykąpaliśmy się najpierw razem w wannie, było mnóstwo piany. Czułam się cudownie. Zapaliliśmy świece przy jego łóżku. Cały czas powtarzaliśmy sobie jak bardzo się kochamy. A zaczęło się od zwykłych pocałunków w łazience.. Niestety, kto by pomyślał, że to moja pierwsza i ostatnia noc przy boku tego chłopaka….. Rano poszłam z Clarą i Aleksem na mały spacerek. Rodziców Charliego nie było w domu… Później bardzo żałowałam, że nie zabrałam go ze sobą…
  • awatar Welcome to My Paradise ♥: Teraz kiedy doczekałam się tego, że są razem dzieje się... TO. Kurcze noo ;_; Oni są taka słodką parą :)
  • awatar One way ...: Boski ♥ co się stanie z Charliem ???!!! ;* pisz szybko kolejny rozdział :P
  • awatar arrosa ♥: Właśnie co się stanie z Charliem ? :O Biedny :(((
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Okazało się, że dzwonili z Brazylii. Ciotka Marthy przyjedzie do nas lada dzień. Teraz akurat, kiedy u nas wszystko się sypie, ona musi przyjeżdżać?! Musiałem jakoś ustabilizować sytuację. Po południu umówiłem się z magikiem na mieście. Nie chciałem chodzić już do tego gabinetu, ponieważ tamtejsi ludzie mnie już rozpoznawali na ulicy i dziwnie się patrzeli. W kawiarence, którą zaproponował pan magik, nie było praktycznie żywej duszy, jedynie co obsługa, zresztą widać było, że dobrze znali magika. Być może, nie jestem pierwszą spotkaną tutaj osobą. Zamówił nam obojgu po piwie.
- Chciałbym wam pomóc.. Nawet bardzo. – Zaczął.
- To słucham. – Odparłem.
- Dużo o tym myślałem.. I mam bardzo złą wiadomość. – Powiedział.
- Niestety, to panienka Martha, jest no.. Całym tym pośrednikiem tak jakby tej magii. I jest oczywiście jedyną osobą, którą może Cię uratować. – Dodał.
- Czyli co powinna zrobić? – Pytałem.
- Wydaję mi się, że nie możecie się przyjaźnić, ani być obok siebie. Znaczy możliwe, iż to tylko chwilowe i z czasem minie. To takie jakby efekty uboczne. – Przejechał palcem po swojej brodzie.
- Efekty uboczne?! – Podniosłem głos.
- Spokojnie. Dzieję się teraz z Tobą coś nie tak? – Zapytał.
- Teraz? Raczej nie. – Odpowiedziałem.
- Oo.. I mamy przyczynę… Marthę.. – Zauważył.
- To znaczy, że ja mam ją zostawić?! – Spytałem.
- Po prostu dajcie sobie czas i wszystko minie. Obiecać nie mogę, ale bodajże, to powinno pomóc. – Wzruszył ramionami.
Wziąłem duży łyk piwa.
- No nie wierze… Nie zostawię jej. Uratowałem ją, a ona teraz może mnie zabić? – Pytałem, załamany.
- Na pewno nieumyślnie.. – Stwierdził.
Szlak! Aż tak się wszystko pomieszało. To, po co to było.. Po co ta cała przyjaźń, która zamieniła się w miłość.
- Nie mogę jej zostawić. – Powiedziałem, ze łzami w oczach.
Magik spojrzał na mnie wzdychając.
- Ile czasu mi zostało, zanim się całkowicie zmienię? Jaka jest pewność, że to ja zostanę duchem? – Obrzucałem pytaniami.
- Ile czasu zostało, to powiedzieć nie jestem w stanie. Pewność, jest taka, że przy najbliższym spotkaniu ze „śmiercią”, możesz pożegnać się z ludzkim życiem.. – Odrzekł.
- Czyli co. Moje życie, wisi na włosku? Jeśli się potknę i przewrócę to już człowiekiem nie będę? – Zakpiłem.
Pokiwał głową, pochylił się nad stolikiem i zaczął szeptać.
- Jeśli przynajmniej raz zasłabniesz i wylądujesz w szpitalu.. To pamiętaj, by nie przyjmować żadnych leków. – Zabrzmiało groźnie.
- Przewiduje pan przyszłość? – Zapytałem.
- Słuchaj mnie. To jest poważne. Mówiliście o tej krewnej. Staraj się nie robić niczego głupiego, uważaj na siebie. Malutki wypadek przerodzi się w śmierć. Pamiętaj! – Ostrzegał mnie.
Wyprostował się na krześle.
- Wydaję mi się, że nasze spotkane dobiegło końca, panie Charlie. – Dopił piwo i wstał z miejsca.
- Jasne… - podałem mu dłoń.
- W razie jakichkolwiek pytań, proszę się do mnie zgłosić. – Zrobił się poważny.
Zwrócił się w kierunku obsługi kawiarenki.
- Dziękuję, za kolejne dobre piwo, panie Corfield – uśmiechnął się i wyszedł z kawiarenki.
No to nieźle. Okazało się, że przez miłość do Marthy, prędzej czy później strącę życie. Byłem w totalnej rozsypce.
* Martha *
- Charlie! Charlie! – Szukałam swojego chłopaka w całym domu.
- Aleks! Gdzie jest Charlie? – Wpadłam na Aleksandra w salonie.
- Wyszedł. – Odparł stanowczo.
- Dobry spontan.. – Westchnęłam.
- A dokąd? – Pytałam.
- A co ja wróżka chrzestna? – Zaśmiał się.
- Wiesz, co… Ruszyłbyś się w końcu, a nie ciągle przed tym TV siedzisz i nic nie robisz! Posprzątałbyś tutaj, popatrz jaki syf! Rodzicie Charliego będą wściekli jak wrócą. – Krzyczałam.
- Nie jesteś moją matką. – Poprawił się na kanapie.
- Jesteś bezczelny!
- A Ty strasznie markotna, co Cię ugryzło? – Zapytał.
Wzięłam szmatkę z korytarza i rzuciłam w jego stronę. W tej samej chwili do domu wszedł Charlie.
- Hej! Gdzie byłeś? – Rzuciłam mu się na szyję.
- Cześć. Musiałem załatwić parę spraw. Słuchaj twoja ciotka niedługo tutaj będzie. Trzeba się przygotować i ogarnąć dom. – Powiedział.
- Ale jak to teraz? – Zdziwiłam się.
- Jak powiedział, że niedługo to nie teraz.. – Aleks spojrzał się na nas.
- Zamknij się i weź rusz dupę do roboty! – Odparłam.
- Oj nie tak ostro, bo się zamknę… Ale w sobie. – Wyłączył TV
- Idiota! – Krzyknęłam.
- Przestańcie! – Charlie objął mnie w tali.
Przytulał się do mnie jakby coś się stało.. Nie chciałam jednak dzisiaj naciskać, o co chodzi. Cieszyłam się chwilą.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Po tej wiadomości kompletnie się załamałam.. Clara nie może tutaj przyjechać… Po południu siedzieliśmy wszyscy wspólnie na kanapie.
- Ej lalusie, pamiętacie coś w ogóle z wczoraj? – Spytał Aleks.
- A jak Ci się wydaje. – Odparł Charlie.
- Tak myślałem… - westchnął.
- A co takiego robiliśmy? – Dopytywałam się.
- Oprócz śpiewania…. To nic. – Zaśmiał się.
- Jak to… To myśmy śpiewali? – Zdziwiłam się.
- Tak.. Potem mówię sobie, że zaraz wrócisz do swojego pokoju, ale postanowiłaś odprowadzić Charliego i iść spać.. – Odpowiedział.
- Czyli między nami nic nie było… - posmutniałam.
- No nie – śmiał się.
- Głupia jestem… - stwierdziłam i wstałam z kanapy.
Musiałam wyjść na świeże powietrze i trochę pomyśleć. Charlie przyszedł za mną.
- Naprawdę chciałaś, żebym się z Tobą przespał? – Spytał, zdziwiony.
- Nie! Dziwnie zabrzmiało, pewnie to, co powiedziałam. – Spojrzałam na niego.
Pocałował mnie delikatnie w nosek.
- Oj Martho, Martho. – Zaśmiał się.
- Co dalej? – Pytałam.
- Jeśli chcesz możemy to nadrobić. – Objął mnie w tali.
- Właśnie chyba….. Nie mogę… - Odepchnęłam go i weszłam do środka.
- Ej no! – Zirytował się.
Wróciłam do salonu i usiadłam nerwowo na kanapie.
- Okres masz? – Spytał Aleks.
- Bardzo śmieszne. – Wzięłam do ręki piwo, stojące na stole.
Charlie, patrząc na mnie skrzyżował ręce, kiwając przy tym głową.
- Co? – Zauważyłam, że jest zły.
- Co się tak na mnie patrzycie?! – Krzyczałam na nich.
Byłam zbulwersowana, nie wiem nawet czym.. Faktem, że przyjeżdża Clara, czy tym iż nic się w nocy nie stało…. Bałam się czegoś, po prostu. Ubrałam szybko pierwsze lepsze buty i wybiegłam w miasto.. Żaden z chłopaków, nie pofatygował się za mną, no cóż.. Ich strata.. W sumie, nie wiem czy chciałabym ich towarzystwo… W mojej głowie było dużo myśli, na raz… Poszłam w stronę gabinetu pana magika. Chciałam z nim szczerze porozmawiać. Długo czekałam, aż mi ktoś otworzy, straciłam już nadzieje, że w drzwiach ujrzę magika. Po paru minutach, ktoś leniwym ruchem wiercił w zamku.
- Oo, dzień dobry. Panienko Martho. – Przywitał się.
- Obudziłam pana? – Zapytałam.
- A skądże.. Pracowałem do późna i trochę przysnąłem przy biurku, wejdziesz? – Odrzekł.
- Dziękuję. – Zaprowadził mnie do małego pokoiku.
- Nie wchodzimy do gabinetu? – Zdziwiłam się.
- Multum książek tam powyciągałem. Nie chcę wprowadzać tam gości. Bo myślę, że nie przyszłaś w sprawie tego chłopaka. – Popatrzał na mnie i przejechał palcem po brodzie.
- Zgadza się. – Westchnęłam.
- No więc… Słucham.. – Uśmiechnął się.
- Jak z powrotem stać się duchem? – Spytałam, dość nerwowo.
Magik, aż ściągnął okulary z wrażenia.
- Żartujesz sobie? – Zmierzył mnie wzorkiem.
- Pytam poważnie. Myślę, że nie powinnam być z Charliem. Boje się o niego. A jak pan dobrze wie.. Nie jestem zwykłym człowiekiem, nie chce mu zrobić krzywdy. – Odpowiedziałam.
- Dlaczego tak nagle zmieniasz zdanie? – Pytał.
- Moja krewna przyjeżdża… A Charlie staje się kimś innym.. Nie sądziłam, że z nim kiedyś będę. Boje się, on zaczyna zachowywać się tak samo jak ja, podczas zmieniania się…. Dobrze mnie pan rozumie.. – Schowałam twarz w dłoniach.
- Spokojnie. Rozumiem do połowy… Wyjaśnisz mi, o co chodzi z tą krewną? – Naciskał.
- Ta sprawa jest bardzo poważna. Ona jedyna nie wiedziała o mojej śmierci. Dopiero… Wydaje mi się, iż ona wyczuwała fakt, że zmieniałam się w ducha. Pewnie, dlatego przyjeżdża, ponieważ ktoś jej musiał powiedzieć o mnie. Jeśli Charlie zacznie zachowywać się tak jak teraz… To ona nas albo rozdzieli, albo…. Wyśle na nas do jakiegoś psychiatryka…
- I jak ja mam Ci pomóc? – Spytał.
- Chce z powrotem być duchem…. – Odparłam.
- Pewna jesteś?
- Tak! Nie chcę stracić najbliższych. – Dodałam.
- Martho, przepraszam.. Nie mogę tego zrobić. – Westchnął.
- Ze względu na Charliego? Czy może przez własny honor? – Zapytałam.
- I jedno i drugie… Przepraszam. – Wstał i stanął w drzwiach.
- Rozumiem, że mnie pan wyrzuca? – Posmutniałam.
- No nie mogę tego spełnić.. Nie po to pomagałem odzyskać Ci życie. Prosiłem byś się zastanowiła.. Czy aby to jest dobry pomysł… – Odpowiedział
- Dobra dziękuję. – Wyszłam, opuszczając magika.
Byłam zła.. Chciałam tylko uniknąć jakiejś katastrofy. Kiedy wróciłam do domu, tam też kolorowo nie było.
* Charlie *
Niespodziewanie zadzwonił do mnie magik. Był zdenerwowany. Podobnież Martha chciała odebrać sobie wszystko, co jej daliśmy.. Musiałem z nią porozmawiać.
- Dlaczego? – Popatrzałem na nią w progu.
- Chcę Cię chronić. – Odparła.
- Nie można kogoś chronić, kosztem własnym. – Powiedziałem. - Magik mówił, że mam jutro do niego iść, znalazł ważna wiadomość. – Dodałem.
- Nic o tym nie słyszałam. – Zdziwiła się.
- Może nie chciałaś tego słuchać. - Stwierdziłem.
Martha odwróciła się na pięcie i poszła w stronę swojego pokoju. Po kilku minutach zadzwonił do mnie nieznajomy numer. Nie wiedziałem, że to się dzieje naprawdę…
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›